Dzień dzisiejszy rozpoczynam z dobrym humorem, być może przez to, że w moich żyłach krąży jeszcze truskawkowy szampan urodzinowy... W każdym razie poczułam wielką potrzebę poczynienia podziękowań, miałam to wrzucić na tablicę, ale po co mam siać spam? ;)
I tak jak leci (kolejność przypadkowa):
Mary- strażniczce mojego telefonu dziękuję, że była strażniczką mojego telefonu i że wyrwała mnie, skąd mnie wyrwała, zanim zdążyłam zrobić coś głupiego, o co nietrudno w moim przypadku, i że mi natapirowała włosy, których teraz nie mogę rozczesać i że jest moją Mary, z którą wyprawy "3H" to tylko w dresach.
Grosiowi- dziękuję właściwie za wszystko. Na ten temat mogłabym książkę napisać, postaram się jednak streścić wszystko to w kilku zdaniach. Za to, że jesteś, gdy Cię potrzebuję. Mimo wszystkich niedoskonałości naszej miłości, jesteśmy właśnie w tym miejscu, zajęło nam to sporo czasu, ale jesteśmy. I to się liczy, że my się liczymy. Dziękuję za szampana, maliny w czekoladzie, za rozmowy, za systematyczne wyciąganie mnie z wszelkich niezdrowych stanów umysłu i za nie do końca truskawkowy wieczór, dzięki któremu nabrałam świeższego spojrzenia na wszystko to, co mnie ostatnio trapi. Za słodkie pogotowie o każdej porze. Za to, że piosenki, których razem słuchamy zapadają w pamięć mocniej niż inne. Za to, że mogę przy Tobie skakać, tańczyć, wygłupiać się, a ty i tak dostrzeżesz, że płaczę.Za dni, wieczory, noce, za zdjęcia i za litry wspólnie wypitego wina... Za otwieranie mi oczu i za zakrywanie uszu, gdy trzeba. Za wszystko.
Jo za to, że w moim życiu zamotała jak 150, za modę na sukces i za kolory, które ta burza tu wprowadza;) No i jakby nie patrzeć, nie tylko kolory, ale także ludzi, ludzi i jeszcze raz ludzi. Za wspólne słuchanie rapu i za to, że pokazała mi "Femme Fatale" ;p
Agusi za to, że właśnie jest w drodze, żeby mnie pozbierać po ciężkiej nocy i za to, że nasz wspólnie spędzony czas zawsze jest bajeczny. No chyba, że spędzamy ze sobą więcej czasu niż 12h jednorazowo ;) Ale za wszystkie te kłótnie też dziękuję, bo dzięki temu jesteśmy razem silniejsze. Za to, że nie patrzysz na mnie jak na idiotkę, gdy się bujam w rytm "Tainted love", tylko bujasz się razem ze mną! I za to, że przy Tobie nie muszę się wstydzić niczego, mogę wyznać wszystko i wiem, że mnie skrytykujesz zawsze, gdy trzeba. I że przytulisz zawsze, gdy trzeba. I ucałujesz w czółko. I że jesteś moją kokainą:)
Grzesiowi dziękuję ze to, że jest tak zajebiście cierpliwy wobec mnie, to trudne, zapewniam. Jestem Ci wdzięczna zawsze i za wszystko, nawet za opieprzanie mnie z góry na dół mimo że nie zrobiłam nic złego i nawet za to, że się nie dokręcamy Ci dziękuję:)
I jeszcze dziękuję za szczere rozmowy, że mam komu się wyżalić. Komuś, kto jest po uszy zakopany w tym całym szajsie, a mimo tego potrafi się ogarnąć, doradzić i uspokoić, również mnie. Nie sądziłam, że nasza znajomość właśnie tak się potoczy, jesteś jedyną osobą, z którą potrafię porozmawiać szczerze i bez ogródek, spośród naszego kółka wzajemnej adoracji... A do kogo te słowa kieruję- to na razie zostanie między nami... ;)