poniedziałek, 19 grudnia 2011

something stupid


Jesteśmy na pierwszym piętrze. Wsiadamy do windy. Masz zawiązane oczy, ja naciskam przycisk "sześć". Nie wiesz o tym. Miało być drugie, zapędziłam się. Dojeżdżamy na szóste, zaczynam się bać, wyczuwasz mój strach, ja płaczę i z impetem uderzam w "zero". I nagle: wziuuuum! Jesteśmy na parterze. A przecież wsiedliśmy na pierwszym piętrze...

Powinnam już wtedy wiedzieć.
"Chyba nie wyobrażasz sobie pary siedemdziesięciolatków, trzymających się za ręce, siedzących w bujanych fotelach na tarasie swojego letniego domku gdzieś na Florydzie?"

Podobno mądra kobieta całuje, ale się nie zakochuje; słucha, ale nie wierzy i odchodzi, zanim zostanie porzucona. A ja byłam i nadal jestem głupia, głupia strasznie.

"Boimy się marzyć, boimy się, że przez to wszystko będzie odwrotnie. 
Zawsze życie jest inne, niż film"
 O.;*





niedziela, 18 grudnia 2011

weird

nie wiem, o co chodzi, ale własnie tak się teraz czuję
i jedyne, co wiem teraz to fakt, że jest to zajebiście dziwne uczucie
"please, teach me gently how to breath"
nie potrafię, cóż

jeśli "schudnąć to odrobinę umrzeć", to do widzenia










poniedziałek, 12 grudnia 2011

kejos

Takiego chaosu nie było już dawno, zdrowie nie takie jak być powinno, praca to jedna wielka niewiadoma, szkoła- jeszcze większa, a może już nawet wcale. Pochłonięta filmami, muzyką, a obecnie całą szopką związaną z wycenianiem i wyliczaniem ile który sędzia zdąży zeżreć w przerwie turnieju, staram się nie myśleć o znakach zapytania na mojej drodze. Słucham One Republic. Chłopcy, jesteście tak uroczy, ja jestem tak sentymentalna.

"I know we've got it good,
But they've got it made,
And the grass is getting greener each day.
I know things are looking up,
But soon they'll take us down,
Before anybody's knowing our name.

Do you think I'm special?
Do you think I'm nice?
Am I bright enough to shine in your spaces?
Beetween the noise you hear
And the sounds you like
Ale we just sinking in the ocean of faces?




It can't be possible,
The rain can fall
Only when it's over our heads.
The sun is shining everyday, but it's far away
Over the world that's dead."

czwartek, 8 grudnia 2011

keep it

Tak przyjemnie posiedzieć w ciepłym, pachnącym dopiero co zgaszonymi świecami pokoju, pod biało-czarnym kocem, z kolorowym kubkiem pełnym gorącej, waniliowej herbaty. Słuchając wgryzającej się w serce muzyki, która przypomina zeszłoroczną Gwiazdkę. Pod względnym spokojem czuję jednak szybsze bicie serca i to mnie nieco niepokoi. Dlatego też staram się jak najwięcej myśleć o moich własnych czterech ścianach, które gdzieś tam czekają, aż otulę je czerwono-złotą tapetą, aż zawieszę płótno pokryte kolorowymi farbami na jednej z nich. Kuchnia w stylu amerykańskiego milk-baru z lat 90tych będzie kusząco pachniała poranną kawą albo czekoladowymi babeczkami, sypialnia o ciemnoniebieskich ścianach jak z nowego filmu w polskich kinach, z wielkim łóżkiem na samym środku... I nareszcie waniliowo-cynamonowo-waniliowo-pierniczkowy salonik, wypełniony jak filiżanka po brzegi puchatymi poduszkami i maleńkimi, białymi światełkami... Małe-wielkie marzenie, które każdego ranka każe mi wstać z łóżka z uśmiechem. Każdy dzień jest jaśniejszy, każdy wieczór cieplejszy, każda minuta weselsza, zbliża mnie do tego, co stanie się za półtora roku. Ten czas zleci szybko, sesja, intensywne przygotowania do turnieju, wiosna- każda pędzi jak szalona, ani się obejrzę, a już będzie lato we Wrocławiu pełnym śmierdzących turystów obwieszonych wszelkimi sprzętami rejestrującymi obrazy i dźwięki. Następnie znów rozpoczęcie roku akademickiego, zapach skruszonych kamieni w pracowni Dziadka Dziekana, nie zdążę nawet zauważyć upływu czasu aż do kolejnego jarmarku bożonarodzeniowego. A później już tylko pół roku, które w ferworze przygotowań do obrony licencjackiej nie zostanie zarejestrowane przez moje na wpół otwarte powieki i ruszamy... Do prawdziwego życia w prawdziwym świecie, ale także do słodkich wieczorów w moim magicznym własnym kącie.


"(...) Powietrze tam ciężkie od oszałamiających woni imbiru i korzeni (...) wydaje się raczej buduarem, a atmosfera intymna, zapach róż i wanilii (...) mnóstwo krepy i tiulu i rżniętego szkła błyskającego w przyćmionym świetle, na toaletce rzędy buteleczek i słoików, jak gdyby zamknięta w nich armia duchów wyczekiwała uwolnienia. Zaiste jest coś niezdrowego w takim nagromadzeniu słodyczy, na pół dotrzymana obietnica owoców zakazanych."

Zawsze mówiłam, że CZEKOLADA ma olbrzymi wpływ na moje życie :)

sobota, 26 listopada 2011

stars

I can give it all on the first date
I don't have to exist outside this place
And Dear, know that I can change
But if stars shouldn't shine
By the very first time
Then Dear, it's fine, so fine by me
Cause we can give it time,
So much time
With me

And I can draw the line on the first date...
I'll let you cross it,
Let you take every line I've got
When the time gets late
(...)

IF YOU WANT ME
LET ME KNOW
WHERE DO YOU WANNA GO?
NO NEED FOR TALKING
I ALREADY KNOW
IF YOU WANT ME
WHY GO?


I couldn't spill my heart
My eyes gleam looking in from the dark
I walk out in stormy weather
Hold my words, keep us together
STEADY WALKING BUT BOUND TO TRIP
SHOULD RELEASE, BUT JUST TIGHTEN MY GRIP.


pół litra później...
"Gdzieś między czwartym telefonem, a trzecim zadaniem z obliczania bilansu reakcji chemicznej, zgubiłam myśl o sensie istnienia własnego 'ja'. Pijemy ukochane Martini Bianco, rozmawiamy o dobrym samopoczuciu, wartościach, typowa dyskusja przy nie najniższym stężeniu alkoholu we krwi. Tak słodko mija wieczór- muzyka, zapachowe świece... Prawie zapominamy o szarej rzeczywistości. A ja już czekam na środowy wieczór, myślę coraz częściej, tęsknię nadzwyczajnie do emocji przeżywanych przy muzyce na żywo. 
ZAKOCHAŁAM SIĘ W BŁĘKICIE I ŁĄCZĘ TE MOJE MIŁOŚCI W JEDNĄ.
Wiem to na pewno: z niecierpliwością, pełna nadziei czekam na swój własny kolorowy film."

-Z pamiętnika Magdy Ch.

Zdjęcie z Kowar, a że uwielbiam przesiadywanie na parapecie w nocy, że uwielbiam wszystkie wspomnienia, które żyją do tej chwili, ten zapach, który błądzi jeszcze gdzieś po walizce, oraz tę muzykę, która idealnie pasuje do mojego ciepłego koca i miodowej herbaty... Że wczorajszy wieczór pełen był słodkich rozmów o uczuciach, że czuję się jak zawstydzone dziecko i że moje marzenia ciągle żyją własnym życiem... Powstał ten wpis.

A teraz najwyższy czas krzyknąć "ahoj!" do nauki na jutrzejsze kolokwium z gemmologii.
Żegnam nadzwyczajnie, ciepło i wzruszenie :)

poniedziałek, 21 listopada 2011

dance with me

Tak po prostu. Bo taniec dziś jest wszystkim, co mam. Muzyka połączona z wyrażaniem siebie poprzez własne, naturalne ruchy, które tak trudno jest odczytać. Indywidualne namiętności, odczuwane z każdym krokiem na drewnianym parkiecie. Ciało uczy mnie czerpania radości z własnego istnienia. Zawsze szczerej, postępowej, szalonej, wyraźnej radości, która niesie szczęście. To jest ten moment, gdy znikają wszystkie zmartwienia i po prostu płynę w parze z moim wyobrażeniem lepszego jutra.

Nie mogę się już doczekać trzeciego grudnia, suknia czeka na swój debiut :)

"Focus on yourself, girl. Don't let the world around confuse you. 
Don't let them destroy your dreams, don't let them to take your 
hope away. Keep your heart close, take care of your soul. 
They will be grateful, you will be happy." 


"Tak, znam ten typ: kabaretki, lufka, bletki, krótka grzywka,
Zna każdy band, ciągle gada, dużo pije, nie jest brzydka, (...)
Zna każdy kąt tego miasta, kluby, miejsca, jest na wkręcie,
MA W SOBIE COŚ, CZEGO BRAK DZIEWCZYNOM W SZPILKACH I W SUKIENCE."
<3



Z okazji Dnia Życzliwości:
"Pielęgnujcie przypadkową życzliwość i piękne czyny pozbawione sensu."

środa, 16 listopada 2011

Liar

Teraz wiem, że od początku byłam nieszczera. Dziś uświadomiłam sobie, jak dobrze potrafię oszukiwać siebie. I zastanawiam się, po co właściwie to robiłam? I dlaczego, skoro nie czułam szczerze, wylałam tyle łez... za czymś, co nie istnieje i nigdy nie istniało? Czułam się wtedy tak dziwnie szczęśliwa, mimo tej niepewności, która szalała gdzieś tam w środku, tak skutecznie potrafiłam ją przyćmić bzdurnym i fałszywym poczuciem bezpieczeństwa. Obecnie boję się jak cholera, myśli, które zauważyłam, że istnieją, już wiele miesięcy temu, dziś odbiły się od okien szerokim echem, potoczyły po podłodze i zatrzymały dokładnie w połowie drogi między nami. Wiedziałam o tym dwa miesiące temu, wiedziałam o tym dziesięć miesięcy temu, wiedziałam pół roku temu, kiedy to próbowałam zasłonić Siebie długą zasłoną udawanej beztroski, pachnącą musującym winem, z różowymi draperiami. A przecież to było tak głupie- bo teraz siedząc obok wiem, że na Ciebie nie zasługuję i ty też doskonale o tym wiesz, widzę to, gdy wzrok ucieka gdzie pieprz rośnie po dłuższym postoju na lewym kąciku moich ust.

Podobno pragnienie spełnienia marzeń jest wspanialsze, niż samo ich spełnianie.
Wiem, że czeka mnie permanentne odczuwanie tego wspaniałego stanu... Pragnienia.

Mimo wszystko chcę zobaczyć ten kolorowy film.

niedziela, 13 listopada 2011

wstyd

Ostatnio zauważyłam, że znów wstydzę się swoich emocji. Nie potrafię wiele powiedzieć na głos, jedynie alkohol pomaga niektóre słowa przepchnąć przez sitko ciszy. Wiedząc, że nie jest to dobra droga, lub też jest dobrą drogą donikąd, podjęłam pewne decyzje. Głośniej dziś słucham muzyki i mocniej przyglądam się niebu.
Dobranoc

wtorek, 8 listopada 2011

Opowiem Ci bajkę...

Wczoraj myślałam: "GUBIĘ SIĘ W LABIRYNCIE WŁASNYCH MYŚLI."
Najwyższy czas odnaleźć nitkę;)

~Pijany Królewicz idzie ulicą, nogi mu się plączą, przeklina pod nosem. Zobaczył przed sobą leżącego na brukowej kostce pantofelka. Pomyślał: "O, but. A niech sobie leży." I poszedł na dziwki.~
Nie chcę Cię, Pijany Królewiczu, patrz, zamykam furtkę.
Yours (not anymore),
Cinderella.

And they lived happily never after.

"I am yours now
So now I don't ever have to leave."
Własna!


niedziela, 6 listopada 2011

idiot

Cztery kartki zapisane bzdurnymi słowami. Taki nonsens jak ten list, który nigdy nie dotrze do adresata. Pisany językiem potocznym, szczerym, prostym. Napisałam o wszystkich swoich uczuciach. O nadziejach, szczęściach, smutkach, żalach, obawach, niepewnościach, wdzięcznościach i lubościach. Bzdury. Te słowa były tak proste, a tak piękne- bo płynęły prosto z serca. Serce jest głupie, a adresat nie chciał odebrać tego listu. To nic, poczeka w szufladzie jak w skrzynce. Furtka jeszcze jest otwarta, ale wystarczy lekki podmuch wiatru, by się zatrzasnęła na dobre.

"Decyzji raz podjętej nie ma sensu podejmować jeszcze raz." 
Kilka kartek papieru, które wzruszyły mnie do łez.


Czuję się jak ze sklepowej półki. Ładnie umalowana sprzedam swój fałszywy uśmiech nieco drożej. Gdy założę mini, może zechcą też spojrzenie. A jak zdejmę bieliznę, to powiedzą, że chętnie wezmą też serce, ale po chwili i tak wyrzucą je do kosza jak nudną gazetę.

Nikt jak to serce nie potrafi zdradzić, zranić, skrzywdzić. Ale to nie jego wina. Ono jest ślepe i głupie, za to nie można mieć do niego pretensji. Nie można nienawidzić. Ale można się tego bać i ten strach jest już dla mnie naturalny tak jak oddychanie.

środa, 2 listopada 2011

come back

Z racji wyczerpania się mojej negatywnej energii w ostatnich dniach, pozostaje mi jedynie garstka pozytywnych emocji, które postaram się dodatkowo pomnożyć.
Gdy już dość jest wszystkich nijakich myśli, ponurych spostrzeżeń, ciągłego zaniżania swojej własnej samooceny, powtarzania w kółko, że nie da rady... nastaje ten moment, kiedy z myśli: "...dość" rodzi się stanowcze, głośne słowo "DOŚĆ!". Tak też jest w moim przypadku i zdałam sobie sprawę z tego wczoraj około godziny dwudziestej drugiej. Pomogła mi jak zawsze wnikliwie rozpatrująca wszelkie "za" i "przeciw" każdego ewentualnego ruchu w którąkolwiek stronę rozmowa oraz dwie paczki chusteczek higienicznych.
Podsumowując, starą Brodzię witamy na nowo w naszych szeregach ludzi-wiecznie-uśmiechniętych. ;)


Błogie, ponad miesięczne lenistwo to własnie to, czego było mi trzeba. Mimo że prawdopodobnie rozleniwiłam się do tego stopnia, że trudno będzie mi wskoczyć na stare tory od razu, to wiem, że wszystko będzie dobrze i że w końcu osiągnę to, co zamierzyłam. Zrobię wszystko co w mojej mocy, aby tak właśnie się stało. Powodzenie jest tym bardziej prawdopodobne, bo spróbuję techniki baby steps, odpuszczam sobie na razie skoki na głęboką wodę i zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Powrót do zwykłych pasji, radości dnia codziennego, zabieganego trybu życia, a może nawet dietę zacznę! :D

On air:
The Kooks- Shine On.

"About your hair, you needn't care,
You look beautiful all the time."
O właśnie, farbowanie włosów zdecydowanie poprawia humor :D

Pozdrawiam.

piątek, 28 października 2011

wszystko i nic

Wczorajsza akcja ratunkowa dobrego humoru mojej Ani przebiegła pomyślnie, dla niej i dla mnie również. Jednak różowe półsłodkie wino o trzeciej nad ranem potrafi zdziałać cuda. Widzę teraz, jak niewiele trzeba, aby wszystko było weselsze- miłe towarzystwo, które ratuje nas przed totalnie niepotrzebnymi ponurymi przemyśleniami, kilka zabawnych anegdotek z życia wziętych, opowiedzianych z nutką ironii w głosie i parę kostek czekolady. Dziękuję, Maleńka ;)


Szykujemy się wszyscy do długiego weekendu, dla mnie to coś nowego, spędzić kilka dni pod rząd w moim słodkim, przytulnym pokoju na końcu naszego świata. Czekam z niecierpliwością na halloweenowy wieczór z Maxim, może nawet pomaluję na czarno paznokcie. Tak bardzo chciałam pojechać w sobotę do mojej Ole!, niestety okazało się to czynem niewykonalnym- pogodzić pobyt w domu ze Świdnicą.


Tymczasem robimy wszystko, aby nie zrobić nic, dosłownie i w przenośni, na każdej płaszczyźnie teraźniejszości. Za chwilę wtulę się w fotel z "Pamiętnikami" Casanovy, tak długo zwlekałam, nie chcę myśleć o czymkolwiek innym od uczuć nie-moich. A plan był tak ambitny...


Ale idziemy do przodu. Byle do przodu.

"Jeszcze wierzę, że będę Cię kochać,
Po happy endzie nie skończy się film
I dojdę z Tobą aż do niekońca...


piątek, 21 października 2011

thanks

Dzień dzisiejszy rozpoczynam z dobrym humorem, być może przez to, że w moich żyłach krąży jeszcze truskawkowy szampan urodzinowy... W każdym razie poczułam wielką potrzebę poczynienia podziękowań, miałam to wrzucić na tablicę, ale po co mam siać spam? ;)
I tak jak leci (kolejność przypadkowa):

Mary- strażniczce mojego telefonu dziękuję, że była strażniczką mojego telefonu i że wyrwała mnie, skąd mnie wyrwała, zanim zdążyłam zrobić coś głupiego, o co nietrudno w moim przypadku, i że mi natapirowała włosy, których teraz nie mogę rozczesać i że jest moją Mary, z którą wyprawy "3H" to tylko w dresach.

Grosiowi- dziękuję właściwie za wszystko. Na ten temat mogłabym książkę napisać, postaram się jednak streścić wszystko to w kilku zdaniach. Za to, że jesteś, gdy Cię potrzebuję. Mimo wszystkich niedoskonałości naszej miłości, jesteśmy właśnie w tym miejscu, zajęło nam to sporo czasu, ale jesteśmy. I to się liczy, że my się liczymy. Dziękuję za szampana, maliny w czekoladzie, za rozmowy, za systematyczne wyciąganie mnie z wszelkich niezdrowych stanów umysłu i za nie do końca truskawkowy wieczór, dzięki któremu nabrałam świeższego spojrzenia na wszystko to, co mnie ostatnio trapi. Za słodkie pogotowie o każdej porze. Za to, że piosenki, których razem słuchamy zapadają w pamięć mocniej niż inne. Za to, że mogę przy Tobie skakać, tańczyć, wygłupiać się, a ty i tak dostrzeżesz, że płaczę.Za dni, wieczory, noce, za zdjęcia i za litry wspólnie wypitego wina... Za otwieranie mi oczu i za zakrywanie uszu, gdy trzeba. Za wszystko.

Jo za to, że w moim życiu zamotała jak 150, za modę na sukces i za kolory, które ta burza tu wprowadza;) No i jakby nie patrzeć, nie tylko kolory, ale także ludzi, ludzi i jeszcze raz ludzi. Za wspólne słuchanie rapu i za to, że pokazała mi "Femme Fatale" ;p

Agusi za to, że właśnie jest w drodze, żeby mnie pozbierać po ciężkiej nocy i za to, że nasz wspólnie spędzony czas zawsze jest bajeczny. No chyba, że spędzamy ze sobą więcej czasu niż 12h jednorazowo ;) Ale za wszystkie te kłótnie też dziękuję, bo dzięki temu jesteśmy razem silniejsze. Za to, że nie patrzysz na mnie jak na idiotkę, gdy się bujam w rytm "Tainted love", tylko bujasz się razem ze mną! I za to, że przy Tobie nie muszę się wstydzić niczego, mogę wyznać wszystko i wiem, że mnie skrytykujesz zawsze, gdy trzeba. I że przytulisz zawsze, gdy trzeba. I ucałujesz w czółko. I że jesteś moją kokainą:)

Grzesiowi dziękuję ze to, że jest tak zajebiście cierpliwy wobec mnie, to trudne, zapewniam. Jestem Ci wdzięczna zawsze i za wszystko, nawet za opieprzanie mnie z góry na dół mimo że nie zrobiłam nic złego i nawet za to, że się nie dokręcamy Ci dziękuję:)

I jeszcze dziękuję za szczere rozmowy, że mam komu się wyżalić. Komuś, kto jest po uszy zakopany w tym całym szajsie, a mimo tego potrafi się ogarnąć, doradzić i uspokoić, również mnie. Nie sądziłam, że nasza znajomość właśnie tak się potoczy, jesteś jedyną osobą, z którą potrafię porozmawiać szczerze i bez ogródek, spośród naszego kółka wzajemnej adoracji... A do kogo te słowa kieruję- to na razie zostanie między nami... ;)

poniedziałek, 17 października 2011

hold me, thrill me, kiss me, kill me

They don’t know what you’re doing
Babe, it must be art...


Believing in yourself
Almost as much as you doubt


Of course you’re not shy
You don’t have to deny love
Hold me, thrill me, kiss me, kill me!


Dbałość o szczegóły już nie tak dokładna jak kiedyś, muszę nauczyć się postrzegać świat w kolorach, nie tylko w kategoriach czarne-białe. Zwiększenie dystansu jest konieczne, jeśli chcemy zachować zdrowe podejście do życia, zaczynam bowiem świrować, zwyczajnie mi odbijać, stopniowo moje stopy tracą kontakt z podłożem. Mówiłam kiedyś: "zbyt mało", tak przeszkadzał mi pośpiech, co się więc stało, co się zmieniło?
(...)
Ja myślą tylko o wieczorach, herbacie z miodem i o tym, co zdarzy się jutro.
Dzieńjakcodzień.
Kolejny, podobny do poprzedniego i do następnego.
Nie ma co się zdzierać.


REHAB




czwartek, 13 października 2011

Mess, Miss

Bardzo lubię, gdy poranek pachnie Tobą.

Próbuję sama siebie przekonać, że kłamstwo to prawda i że tak jest lepiej. Ciężko patrzeć na tę odległość, jaka daje się we znaki... ten dystans między sercem, a rozumem. Moje BlondSłońce mówi "masz w głowie chaos", nie wie zatem co się dzieje pod różową koronką z firanki.

Myślę ciągle o starych zegarkach, znalazłam ostatnio dwa w szafie mojej Ś.P. Prababci, są bliskie mi, nie ze względu na rodzinne tęsknoty, raczej ze względu na symbolikę samej istoty... stare zegarki, które zatrzymały się w pewnym momencie i zamroziły chwilę. Osobliwa jest moja psychika.

Zaświecił się ekran mojego telefonu- a nie, to tylko komunikat "bateria naładowana". Ja- jakby z duszą na ramieniu przysypiając podczas oglądania filmu, niespokojnie zerkam co jakiś czas na północny wschód mojego pokoju.

Przede mną ostatnie dwa dni słodkiego "naście". Czy po piątku coś się zmieni? Myślę o tym od jakiegoś czasu. Dziś pójdę na trening, chociażby po to, żeby zobaczyć moich ukochanych tancerzy. Do czasu wyjścia na autobus, który zawiezie mnie prosto pod LZN, będę ślęczała nad zaliczeniowymi rysunkami dla Prof.W. Bardzo chcę już weekend, chcę pójść na uczelnię, chcę spacer po Wyspie Słodowej, chcę niedzielną wieczorną kawę i chcę poważnie porozmawiać. Nie mogę się wprost doczekać.

Chciałabym coś jeszcze napisać, ale boję się, niektóre słowa powinny zostać zachowane na później, mimo że tak bardzo pragną zobaczyć jak to jest... gdy zostaną już wypowiedziane.

moje ulubione zdjęciowe miksy...

wtorek, 4 października 2011

more alcohol, baby

To dziwne uczucie, gdy uświadamiamy sobie, że byliśmy już prawie u szczytu drabiny i nagle, nie wiedzieć czemu, z powrotem stoimy przed pierwszym szczeblem, który okazuje się zbyt wysoki, aby go chwycić... co gorsza- brakuje też obok osoby, która wcześniej podawała rękę, by wygodniej było się wspinać. To dziwne uczucie, gdy widzisz, że mechanizm, który do tej pory pracował bez zarzutu, nagle zaczyna zgrzytać, a przecież tak troskliwie dbałeś o przeglądy. To smutne uczucie, gdy patrzysz na kwiatek, który nie przyjmuje wody, którą wlewasz do spodeczka.... Widzisz, co się dzieje?

Jestem szczera i w nic nie gram, czasem nawet wiem, czego chcę i potrafię powiedzieć to na głos.

Jak to mówią: nieszczęścia chodzą parami, jak dobrze, że nie są to zwierzęta stadne, mogłabym sobie z tym nie poradzić. Ale dzisiaj nie chcę sobie z tym radzić, dzisiaj ucieknę i schowam się, spędzę chwile tak jak kiedyś, słoneczne i beztroskie, przypomnę sobie o istnieniu szmacianej lalki, przypomnę sobie kolor wazonu, w który wkładałam stokrotki wiosną... Przed snem upiję się, wypłaczę dwie paczki chusteczek, może coś zaśpiewam, może przyjdziesz tak jak kiedyś, tylko po to, żeby powiedzieć "Hej Mała, kopę lat" i zapalić mojego papierosa, który smakuje najlepiej w wersji cynamonowej o północy.
Jutro wrócę, jakby nigdy nic i nie pamiętając, że Cię spotkałam, zmarnuję kolejny wieczór pijąc wódkę i zastanawiając się, dlaczego moje włosy pachną cynamonem.


Nie mam siły snuć domysłów, nie chcę się zastanawiać, nie mam ochoty na myślenie. Wiem, co się dzieje, powracam do stanu sprzed mniej/więcej dwóch miesięcy i to z podobnych powodów... Mój umysł teraz powraca do stanu sprzed niecałych dwóch lat, gdy zapłakana leżałam na dywanie, zastanawiając się jak to zrobić, jak pomóc sobie, gdy cały świat się walił, a ja nie miałam siły walczyć. W tamten wieczór (a może to był już ranek?) wyszłam na spacer, pamiętam, był początek zimy, a ja nie wzięłam szalika. I spacerowaliśmy tak dobre dwie godziny, zanim nakrzyczałeś na mnie, że zmarznę, bo zauważyłeś nieokrytą szyję. Wracając, nie dbałam zupełnie o rozgoryczone spojrzenia, liczyło się tylko jedno: mogę wrócić na mój dywan, bogatsza o dwie godziny milczenia i picia piwa ze wspólnej puszki, znów się rozpłakać, zasnąć i na chwilę zapomnieć o otaczającym mnie, popieprzonym świecie. Być może dziś też mi się to uda.

The sadness comes
And the daylight turns and runs

I  enjoy...

smoke, baby
more alcohol, baby



czwartek, 18 sierpnia 2011

dorosłość

   Do wielu rzeczy trzeba dorosnąć. Do maminych butów na wysokim obcasie, do drinków z parasolką, do musztardy i do czosnku, do miłości...oraz do zaakceptowania jej odejścia też trzeba dorosnąć.



   "If you love something, let it go. If it comes back to you it's yours. If it doesn't, it never was."

uni wroc zimą nocą dzięki tytus
dzięki tobie nie spadłam z czwartego piętra
robiąc to zdjęcie

czwartek, 4 sierpnia 2011

black swans

chyba wystarczy już tego głupiego żalu, postanowiłam nosić moje nowe (!) różowe okulary codziennie, nawet w pochmurne dni

mój debiut jako fotografa na pokazie mody, haha
i debiut grocha jako modelinki, ach <3

Wake up look me in the eyes again
I need to feel your hand upon my face
Words can be like knives
They can cut you open
And then silence surrounds you
and haunts you
I think I might’ve inhaled you
I can feel you behind my eyes
You've gotten into my bloodstream
I can feel you flowing in me

zebrały się płaczki, ale to dobrze, na strość nie dostaniemy zawału. 

poniedziałek, 18 lipca 2011

opposite

Maybe i could love the opposite?
...my heart skipped a beat.


I can't help myself.
Kiedy wróci dobry czas?

niedziela, 17 lipca 2011

weekend w słońcu skąpany

Dziś fotograficznie-tematycznie, kocham ujmować pajęczyny i moją Manikę, gdy się cieszy wśród mydlanych baniek zapominając o całym bożym świecie. Lubię pić i fotografować bąbelki, toteż pokażę. A nade wszystko kocham Słońce!



Yes, you look wonderful tonight.

niedziela, 10 lipca 2011

wieczorna tęcza

...tak mówi moja manika emeśka, którą kocham jak nie wiem co.

Czas daje o sobie znać tylko, gdy spojrzę na kartkę z mojego pachnącego kwiatami kalendarza, ja wciąż czuję to samo co trzy miesiące temu. Jak każdego dnia, na moim policzku pojawia się wieczorna tęcza, bo przecież jestem zawsze-uśmiechniętą-Magdą.
Na różowo maluję paznokcie, pierwszy raz od dwóch miesięcy. Marzę o samotnej podróży do Włoch. Słucham hipnotyzującej muzyki, która ma lepszy wpływ, połączona z Martini Bianco, tak dobrze smakuje o tej porze. Wspominam ostatnie dwa dni, było tak miło przecież. Wieczorny spacer w poszukiwaniu muzyki na żywo, poranna kawa z karmelowym syropem i spacer po Wyspie Słodowej, skąpanej w słońcu, ciepło, rodzinnie, tak za tym tęskniłam, tak boję się, że zbyt szybko wszystko stracę.
Wszelkie plany nabierają coraz bardziej soczystych kolorów, jeszcze nie wszystko zmarnowane, może się okazać, że dopiero zaczynamy odważniej kreślić te kształty. "Wszystko się może zdarzyć", jak to mówią. Dużo czasu przed nami.
Właśnie zauważyłam zmarszczkę pod lewym okiem. Kurwa.


lat you take every line i've got
when the time gets late

chuj, właśnie się rozpłakałam, dobranoc

a to łapka mojego Chochlika <3




DAWNO NIE ŚNIŁAM O TOBIE TAK OBCO
DAWNO NIE BUDZIŁAM SIĘ TAK ZAMYŚLONA

sobota, 18 czerwca 2011

izolation

To, że piszę to teraz, właśnie w tej chwili jest wyraźnym sygnałem, że zaczęły się schody. Ja, tchórz, znów zamykam się w ich obliczu w swojej izolatce, do której nikt nie ma dostępu. Mimo że chciałabym, to nie potrafię znaleźć wyjścia...to paraliżuje.

Zbyt dużo emocji wymieszanych w jednym kieliszku, zbyt wiele sytuacji, które prowokują sprzeczne myśli. Mały, chory świat, do którego ludzie uderzają drzwiami i oknami w systemie one-vision. Po co Ci to, skoro nie wiesz, co jest w środku? Nieświadomie decydujesz się na kompletnie bezcelową obecność.

Wydawało mi się, że coś się zmieniło, że ja się zmieniłam, jednak z perspektywy czasu dostrzegam, że zupełnie brak różnic między tymi wszystkimi akcjami, chaos.

Trzeba przystopować, zastanowić się, wziąć głęboki oddech, zdjąć różowe okulary...by móc ponownie je założyć. Innej opcji raczej nie ma. Podejrzewam, że do końca miesiąca wszystko się wyklaruje, a nawet jeśli nie, to zmiana klimatu przyniesie pozytywne emocje, których dziś czuję niedosyt, a przecież ostatnie dni były takie kolorowe.

Czuję, że w przez kilka najbliższych dni w naszym truskawkowym kajeciku mało będzie nowych Złotych Myśli autorstwa Moniki Brodki (tak, zmieniłam nazwisko).

Na miłe zakończenie tych smutnych bredni zacytuję kochaną Jebniętą Joannę:
"Jesteś tak słodka, że nawet rzygasz na różowo." Kocham Was, JJ i OK ;*



co za bezsensowna akcja, a było tak uroczo ;]


środa, 1 czerwca 2011

just do it





Dare to be different
Don't regret anything
Don't look back
Don't feel sorry about stuff
Don't be ashamed
Make a step forward
Listen to your heart
Enjoy every moment
Dare to dream
Just do it, MOVE ON
(meet new SHE)


sobota, 28 maja 2011

lost

"Madziu (...) ile Cię trzeba cenić ten tylko się dowie, co Cię stracił."


Mam zajebiście dużo do zaoferowania, tyle na ten temat. Na dźwięk niektórych piosenek będę już zawsze płakać, jeszcze do dziś ze wzruszenia, od teraz z zawiedzenia. Nieco zaburzony światopogląd już na zawsze zostanie w mojej głowie, trochę bardziej zaburzony obraz samej siebie widzę teraz w lustrze. 

DLACZEGO TAK PÓŹNO?????





wtorek, 17 maja 2011

'stoję na dachu szklanego wieżowca'

   Wszystko dzieje się jak w jaskrawym kalejdoskopie, góra, dół, szaleństwo. Ciężko się połapać w kolejności zdarzeń, może już czas, żeby się zdystansować i poskładać tę kolorową układankę w całość?...
   Czujemy, że wkradło się tu zbyt wiele stresu, który próbujemy przyćmić udawaną beztroską, zbyt intensywne słońce może jednak spalić naszą czterolistną koniczynę. Tak na prawdę, to nic nie dzieje się przypadkiem, mówię: "co ma wisieć- nie utonie", ty odpowiadasz, bym przestała posługiwać się tak prostymi przysłowiami, bo sprawa "zbyt poważna" jest na to. Prawda jest taka- nie ważne, czy zacytuję przysłowie, ukochanego Paolo, czy też Anthony'ego, i tak cała ta sytuacja przypomina czeski film. Dlatego nasuwają mi się dwa zupełnie przeciwstawne wnioski:
1) Powinnam brnąć dalej w to kolorowe bagno, które coraz bardziej wciąga i coraz ciekawsze przedstawia perspektywy.
2) Dobrze będzie uspokoić się, znaleźć codziennie czas na uporządkowanie starty ubrań na fotelu, kupienie mleka, położenie się spać przed dwudziestą trzecią.

Złoty środek nie istnieje, jak to mówią: PANTA RHEI, miło byłoby znaleźć chwilę na "mind, seks i medytację", ale przecież tak bardzo lubimy rozmowy do rana.

   Moje Słoneczko opowiedziało mi ostatnio historyjkę wartą przemyślenia...
Widziałaś kiedyś film... obojętnie jaki, ten motyw jest dość popularny: na dachu szklanego wieżowca stoją mężczyzna i kobieta. Trzymają się za ręce, ale nie przytulają się, wyczuwalny jest między nimi chłodny dystans, choć kiedyś na pewno przeżyli razem wiele wspaniałych chwil. W pewnym momencie mężczyzna wyznaje kobiecie, że już jej nie kocha. Popycha ją, by spadła. W chwili, gdy ich dłonie rozłączają się, ona zaczyna spadać coraz szybciej, ma świadomość, że ginie, on krzyczy: "Ale zostańmy przyjaciółmi!".


Pozwolę sobie przytoczyć słowa Anthony'ego de Mello właśnie, na ostateczne nieuporządkowanie mych dzisiejszych wywodów...

"NICZEGO SIĘ NIE WYRZEKAĆ, DO NICZEGO SIĘ NIE PRZYWIĄZYWAĆ..."
Amen

P.S.
"Ty lepiej nie licz na mnie, Mała, prócz miłości nie ma we mnie nic (...)
Wciąga nas wir, pali zabójcze tempo."

niedziela, 17 kwietnia 2011

16 03 11

nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem
chyba już kiedyś o tym pisałam;
zamiast wodospadu łez, pokażmy kilka moich dzisiejszych mixów wczorajszych zdjęć...
wyżej: ja z Alexandre

wyżej: Martyna, jej włosy i niebo

wyżej: buty Oli


dobranoc

niedziela, 27 marca 2011

hop

Któregoś wieczoru, po około stu godzinach ciepła, stałam przed dworcem głównym, w przemoczonych butach, w zaśnieżonej kurtce, z mokrymi włosami i napisałam sms: "Nie mów hop, póki nie przeskoczysz, czyli zbyt szybko zaczęłam jarać się wiosną". Dziś mogę spokojnie stwierdzić, że wiosna uderzyła z impetem, nawet jeśli nie za oknem, to w naszych sercach i głowach. Bałam się, że czas okaże się zmarnowanym, wypite wino- rozlanym, a cudowne dni tylko miłym wspomnieniem. Dzisiejszy dzień uspokoił mnie, powiem więcej- już dawno nie czułam się tak bezpiecznie, tak szczęśliwa. Siedzę i piszę, nieco bzdurnie, w głowie mi szumi od pianki do nieba. Teraz grzecznie umyję ząbki, starym zwyczajem przejrzę wszystkie tusze, cienie i róże, zanim schowam skrzętnie do puzderka. "Uśmiechnę się do swoich myśli", zajrzę na koniec do szafy, zgaszę światło i przez kolejną godzinę nie będę mogła zasnąć, przeglądając wydarzenia z niedzieli dwudziestego siódmego marca. Bo to była piękna niedziela!

on air: the knife "heartbeats"

sobota, 12 marca 2011

zgubiłam kolczyk

a tak bardzo go lubiłam, mogę już założyć kolekcję niesparowanych kolczyków, hej
uczucie upojenia alkoholowego ustało około 13tej po południu, rysowałam czaszkę (ale jestem w tym beznadziejna!) i prawie zasnęłam w tramwaju. Słońce świeciło dziś odrobinę za głośno, ja włożyłam dwie różne skarpetki i jechałam na uczelnię jakieś dwa razy dłużej niż zwykle. Wczoraj próbowałam zrobić swój pierwszy w życiu pierścionek (obrączkę mam już za sobą), ale w ostatnim momencie zatrzęsła mi się łapka, damn! Kulka o mało nie została stracona, drymelek o mały włos nie przyprawił mojego paluszka o wzór ażurowy, a wszystko to dlatego, że nie mogę uspokoić burzy myśli- czuję się rozproszona :]
Sobota nie byłaby sobotą bez spacerku po Słodowej, złapałam do kieszeni trochę słońca i od razu mi weselej. Póki co- staram się nie myśleć zbyt wiele. Zaraz może obejrzę jakiś film z Aneczką, wypijemy hektolitr gorącej czekolady i zacznę dietę od kolejnego jutra. Przed snem obejrzę jeszcze raz zdjęcia z wczoraj, znów popłaczę się ze śmiechu. Posłucham też Mansona, tak dawno się nie widzieliśmy, kochanie.
Z przypadkowymi ludźmi lubię rozmawiać po angielsku.

Zamieszczam fotografię z procesu tworzenia
znowu wróciłam o świcie
jak to się stało, ja się pytam?????
bajlando

czwartek, 10 marca 2011

Niewiemco

Patrzę w górę;
w tych oknach do dziś wiszą bożonarodzeniowe ozdoby.
Może ktoś tam umarł?


Miał być piękny wieczór, zwieńczający piękny dzień.
Zamiast tego: obudził mnie deszcz hulający w rynnach nad oknem, nie zrobiłam zdjęć na Słodowej, siedziałam w pracy do usranej 18tej, o reszcie nie wspomnę, bo wybuchnę znów płaczem.
Słucham sobie Comy i kocham i kocham. Lubię to uczucie, gdy w słuchawkach Jego głos, ja myślami na drugiej polance z Parku Wolności, jak kiedyś, wśród białych kwiatków, oświadczająca się Groszkowi... idę chodnikiem, w głowie maj, mam ochotę krzyknąć na cały głos, płuca znów okazuję się zbyt płytkie... znam na pamięć każdy dźwięk, mimo to za każdym razem czuję się jak wtedy, ósmego maja. Zawsze będzie mi to przypominać... PASAŻER!!!!

Opracowałam sobie logo i zrobiłam naklejki. Wiem, nic specjalnego, dwuminutowy impuls weny gdzieś między "MBE, słucham...?" a "na adres prywatny, czy firmowy?" -wrzucę może jutro, jeśli nie zasnę gdzieś po drodze z warsztatów (moje pierwsze warsztaty jubilerskie!!!!)

Tymczasem...
Nie mogę się już doczekać DOMU, chcę ciepły muzyczny wieczorek z tatą, przecież obydwoje tak za tym tęsknimy...ja się przyznaję.

sobota, 19 lutego 2011

Zmęczyłam się

Jak w tytule. Godzin spędzonych w szkole: 11, w tym: wykładów: 3h, ćwiczeń: 0h, bezsensownego siedzenia/kreślenia kratek i wzajemnego wspomagania grupowego poczucia humoru: 8h. Jest ok!
Robiłam zdjęcia ciastka, które kupiłam rano w cukierni, gdzie zaciągnęła mnie Zuzanna. Pozwolę sobie:



Owszem, były pyszne.
Dobranoc

piątek, 18 lutego 2011

viva la vida

Nie wiem nic, jakoś tak jestem trochę zmęczona. Rysowałam do 01:30, a mówili, że studia zaoczne to łatwizna;) Pewnie tak, ja po prostu lubię sobie czasem pokomplikować życie.
Biorę lekarstwa. Gdybym wzięła wcześniej, pewnie mogłabym już spać.
Z wiadomego powodu jestem dość rozdrażniona i wiem doskonale, że nie będę dobrze spać tej nocy.
Dziś było różnie. Raz byłam szczęśliwa, zadowolona, raz smutna i przygnębiona. Zabawnie.
Chyba jestem za młoda, lub też wyglądam za młodo,w każdym razie ludzie lubią mnie szufladkować jako "dzieciarnię". Np mój "szef" oraz Miła Pani w sklepie, która zażądała mojego dowodu osobistego, gdy poprosiłam Ciechana Miodowego. Cześć jak czapka.
Słucham sobie właśnie radia Eska Rock. Całkiem zajebiste, teraz ciągle będzie słuchać. Ciągle aż do momentu, gdy puszczą w ciągu dnia pewną piosenkę White Lies więcej, niż dziesięć razy dziennie (od godziny 21-szej słyszałam ją już trzy razy).
Umyłam dzielnie ząbki, nóżki, dupkę i całą resztę, nałożyłam odżywkę na włosy i krem pod oczy. Mimo to czuję się dość beznadziejnie.

Mimo dość ponurych i bezsensownych spostrzeżeń ogólnych, zostajemy przy tym najmilszym, które usnułam dziś wspólnie z jednym z moich ulubionych klientów: póki mamy co robić, nieważne, czy chodzi o pracę, o dom i rodzinę, o sport czy jakiekolwiek inne hobby, czy o oglądanie telewizji- póki mamy co robić, warto się starać i witać każdy dzień z uśmiechem.
Zatem idę przespać moje obiecane cztery godziny, by wstać z szerokim uśmiechem na buzi i rozczochranymi włosami, zjeść śniadanie, uśmiechnąć się jeszcze szerzej, wskoczyć w płaszczyk i pędzić do szkółki.
Viva la vida!

sobota, 29 stycznia 2011

california king bed

she needs him more than ever
 he still doesn't care




Lips that felt just like the inside of a rose
So how come when I reach out my finger
It feels like more than distance between us?



In this California king bed
We're ten thousand miles apart
I bet California wishing on these stars for your heart for me
My California king
 
maybe I've been california dreaming?...
SADSADSADSADSAD
CHUJCHUJCHUJCHUJ

niedziela, 23 stycznia 2011

tytuł nieznany

Zakochałam się na nowo


Polubiłam piosenkę


Odważyłam się


Postanowiłam


Abecadło z pieca spadło


Przeprowadziłam się


Posprzątałam


Uwierzyłam i poczułam


Dzień dzisiejszy spędziłam zajebiście miło. Przypadkowo dobrane towarzystwo okazuje się być doborowym, tlące się ostatkiem sił uczucie staje się miłością, obiad zrobiony na szybko smakuje lepiej niż w drogiej restauracji, kilka kolorowych pasków na linii wzroku poprawia humor, śpiew przedszkolaków nadaje porankowi słońca, a jeden dotyk nadaje rumieńców. I wiem, pieprzę głupoty, ale po to przecież tu jestem. Żeby pieprzyć głupoty. Które jednak ktoś kocha, miłością dość dziwną, nietypową, podszytą żartem ale kocha.
Fajnie jest studiować sztukę- ma się bilety do muzeum narodowego za 1zł.

MASOWE SAMOBÓJSTWA PŁATKÓW ŚNIEGU


zakochałam się na nowo

A nie wiem.

piątek, 7 stycznia 2011

New Year czas zacząć

Jednak nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Nawet nie chce mi się rozwijać tej myśli.
Godzina drukowania bezsensownych i bezwyrazowych zdjęć na zajęcia z fotografii, osiem godzin w atmosferze piecyka gazowego i krzyków (jak fantastycznie jest pracować z pojebami!) robi swoje. Grypa na żołądku też również. Jakieś śmieszne zaproszenia na randki, wielkie obrażanie, zrywanie, zszywanie- co się porobiło?! Przeprowadzka- też nielicha historia, jakby Pan Prezes (któremu ktoś notorycznie kradł margarynę) powiedział.

Oglądałam wczoraj fajny film. Fajny- jak dla kogo, ale mi bardzo się podobał. Konkretnie "Księżniczki" w reżyserii Fernando León de Aranoa. Dziesięć minut przed końcem filmu płyta okazała się zbyt porysowana, aby mój kochany, wielki laptop mógł się z tym uporać. Fajnie!

Dobra, chyba czas te moje smętne wywody położyć spać, szczególnie, że pobudka o 6:30 to dla mnie, której na drugie imię Śpioch, a na trzecie Leń, nie jest taką prostą sprawą. Och, szkoło! Kochajmy studia, kochajmy wrocławskie uczelnie wyższe :)

Zdjęcie na deser może wrzucę jutro, może opiszę jakieś przygody z życia studentek swraiz'u. Tak miło do tego czasem wrócić.

"ME LLAMAN CALLE"

DOBRANOC