sobota, 29 stycznia 2011

california king bed

she needs him more than ever
 he still doesn't care




Lips that felt just like the inside of a rose
So how come when I reach out my finger
It feels like more than distance between us?



In this California king bed
We're ten thousand miles apart
I bet California wishing on these stars for your heart for me
My California king
 
maybe I've been california dreaming?...
SADSADSADSADSAD
CHUJCHUJCHUJCHUJ

niedziela, 23 stycznia 2011

tytuł nieznany

Zakochałam się na nowo


Polubiłam piosenkę


Odważyłam się


Postanowiłam


Abecadło z pieca spadło


Przeprowadziłam się


Posprzątałam


Uwierzyłam i poczułam


Dzień dzisiejszy spędziłam zajebiście miło. Przypadkowo dobrane towarzystwo okazuje się być doborowym, tlące się ostatkiem sił uczucie staje się miłością, obiad zrobiony na szybko smakuje lepiej niż w drogiej restauracji, kilka kolorowych pasków na linii wzroku poprawia humor, śpiew przedszkolaków nadaje porankowi słońca, a jeden dotyk nadaje rumieńców. I wiem, pieprzę głupoty, ale po to przecież tu jestem. Żeby pieprzyć głupoty. Które jednak ktoś kocha, miłością dość dziwną, nietypową, podszytą żartem ale kocha.
Fajnie jest studiować sztukę- ma się bilety do muzeum narodowego za 1zł.

MASOWE SAMOBÓJSTWA PŁATKÓW ŚNIEGU


zakochałam się na nowo

A nie wiem.

piątek, 7 stycznia 2011

New Year czas zacząć

Jednak nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Nawet nie chce mi się rozwijać tej myśli.
Godzina drukowania bezsensownych i bezwyrazowych zdjęć na zajęcia z fotografii, osiem godzin w atmosferze piecyka gazowego i krzyków (jak fantastycznie jest pracować z pojebami!) robi swoje. Grypa na żołądku też również. Jakieś śmieszne zaproszenia na randki, wielkie obrażanie, zrywanie, zszywanie- co się porobiło?! Przeprowadzka- też nielicha historia, jakby Pan Prezes (któremu ktoś notorycznie kradł margarynę) powiedział.

Oglądałam wczoraj fajny film. Fajny- jak dla kogo, ale mi bardzo się podobał. Konkretnie "Księżniczki" w reżyserii Fernando León de Aranoa. Dziesięć minut przed końcem filmu płyta okazała się zbyt porysowana, aby mój kochany, wielki laptop mógł się z tym uporać. Fajnie!

Dobra, chyba czas te moje smętne wywody położyć spać, szczególnie, że pobudka o 6:30 to dla mnie, której na drugie imię Śpioch, a na trzecie Leń, nie jest taką prostą sprawą. Och, szkoło! Kochajmy studia, kochajmy wrocławskie uczelnie wyższe :)

Zdjęcie na deser może wrzucę jutro, może opiszę jakieś przygody z życia studentek swraiz'u. Tak miło do tego czasem wrócić.

"ME LLAMAN CALLE"

DOBRANOC