Godzina drukowania bezsensownych i bezwyrazowych zdjęć na zajęcia z fotografii, osiem godzin w atmosferze piecyka gazowego i krzyków (jak fantastycznie jest pracować z pojebami!) robi swoje. Grypa na żołądku też również. Jakieś śmieszne zaproszenia na randki, wielkie obrażanie, zrywanie, zszywanie- co się porobiło?! Przeprowadzka- też nielicha historia, jakby Pan Prezes (któremu ktoś notorycznie kradł margarynę) powiedział.
Oglądałam wczoraj fajny film. Fajny- jak dla kogo, ale mi bardzo się podobał. Konkretnie "Księżniczki" w reżyserii Fernando León de Aranoa. Dziesięć minut przed końcem filmu płyta okazała się zbyt porysowana, aby mój kochany, wielki laptop mógł się z tym uporać. Fajnie!
Dobra, chyba czas te moje smętne wywody położyć spać, szczególnie, że pobudka o 6:30 to dla mnie, której na drugie imię Śpioch, a na trzecie Leń, nie jest taką prostą sprawą. Och, szkoło! Kochajmy studia, kochajmy wrocławskie uczelnie wyższe :)
Zdjęcie na deser może wrzucę jutro, może opiszę jakieś przygody z życia studentek swraiz'u. Tak miło do tego czasem wrócić.
"ME LLAMAN CALLE"
DOBRANOC
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz