Nie wiem nic, jakoś tak jestem trochę zmęczona. Rysowałam do 01:30, a mówili, że studia zaoczne to łatwizna;) Pewnie tak, ja po prostu lubię sobie czasem pokomplikować życie.
Biorę lekarstwa. Gdybym wzięła wcześniej, pewnie mogłabym już spać.
Z wiadomego powodu jestem dość rozdrażniona i wiem doskonale, że nie będę dobrze spać tej nocy.
Dziś było różnie. Raz byłam szczęśliwa, zadowolona, raz smutna i przygnębiona. Zabawnie.
Chyba jestem za młoda, lub też wyglądam za młodo,w każdym razie ludzie lubią mnie szufladkować jako "dzieciarnię". Np mój "szef" oraz Miła Pani w sklepie, która zażądała mojego dowodu osobistego, gdy poprosiłam Ciechana Miodowego. Cześć jak czapka.
Słucham sobie właśnie radia Eska Rock. Całkiem zajebiste, teraz ciągle będzie słuchać. Ciągle aż do momentu, gdy puszczą w ciągu dnia pewną piosenkę White Lies więcej, niż dziesięć razy dziennie (od godziny 21-szej słyszałam ją już trzy razy).
Umyłam dzielnie ząbki, nóżki, dupkę i całą resztę, nałożyłam odżywkę na włosy i krem pod oczy. Mimo to czuję się dość beznadziejnie.
Mimo dość ponurych i bezsensownych spostrzeżeń ogólnych, zostajemy przy tym najmilszym, które usnułam dziś wspólnie z jednym z moich ulubionych klientów: póki mamy co robić, nieważne, czy chodzi o pracę, o dom i rodzinę, o sport czy jakiekolwiek inne hobby, czy o oglądanie telewizji- póki mamy co robić, warto się starać i witać każdy dzień z uśmiechem.
Zatem idę przespać moje obiecane cztery godziny, by wstać z szerokim uśmiechem na buzi i rozczochranymi włosami, zjeść śniadanie, uśmiechnąć się jeszcze szerzej, wskoczyć w płaszczyk i pędzić do szkółki.
Viva la vida!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz