niedziela, 27 marca 2011

hop

Któregoś wieczoru, po około stu godzinach ciepła, stałam przed dworcem głównym, w przemoczonych butach, w zaśnieżonej kurtce, z mokrymi włosami i napisałam sms: "Nie mów hop, póki nie przeskoczysz, czyli zbyt szybko zaczęłam jarać się wiosną". Dziś mogę spokojnie stwierdzić, że wiosna uderzyła z impetem, nawet jeśli nie za oknem, to w naszych sercach i głowach. Bałam się, że czas okaże się zmarnowanym, wypite wino- rozlanym, a cudowne dni tylko miłym wspomnieniem. Dzisiejszy dzień uspokoił mnie, powiem więcej- już dawno nie czułam się tak bezpiecznie, tak szczęśliwa. Siedzę i piszę, nieco bzdurnie, w głowie mi szumi od pianki do nieba. Teraz grzecznie umyję ząbki, starym zwyczajem przejrzę wszystkie tusze, cienie i róże, zanim schowam skrzętnie do puzderka. "Uśmiechnę się do swoich myśli", zajrzę na koniec do szafy, zgaszę światło i przez kolejną godzinę nie będę mogła zasnąć, przeglądając wydarzenia z niedzieli dwudziestego siódmego marca. Bo to była piękna niedziela!

on air: the knife "heartbeats"

sobota, 12 marca 2011

zgubiłam kolczyk

a tak bardzo go lubiłam, mogę już założyć kolekcję niesparowanych kolczyków, hej
uczucie upojenia alkoholowego ustało około 13tej po południu, rysowałam czaszkę (ale jestem w tym beznadziejna!) i prawie zasnęłam w tramwaju. Słońce świeciło dziś odrobinę za głośno, ja włożyłam dwie różne skarpetki i jechałam na uczelnię jakieś dwa razy dłużej niż zwykle. Wczoraj próbowałam zrobić swój pierwszy w życiu pierścionek (obrączkę mam już za sobą), ale w ostatnim momencie zatrzęsła mi się łapka, damn! Kulka o mało nie została stracona, drymelek o mały włos nie przyprawił mojego paluszka o wzór ażurowy, a wszystko to dlatego, że nie mogę uspokoić burzy myśli- czuję się rozproszona :]
Sobota nie byłaby sobotą bez spacerku po Słodowej, złapałam do kieszeni trochę słońca i od razu mi weselej. Póki co- staram się nie myśleć zbyt wiele. Zaraz może obejrzę jakiś film z Aneczką, wypijemy hektolitr gorącej czekolady i zacznę dietę od kolejnego jutra. Przed snem obejrzę jeszcze raz zdjęcia z wczoraj, znów popłaczę się ze śmiechu. Posłucham też Mansona, tak dawno się nie widzieliśmy, kochanie.
Z przypadkowymi ludźmi lubię rozmawiać po angielsku.

Zamieszczam fotografię z procesu tworzenia
znowu wróciłam o świcie
jak to się stało, ja się pytam?????
bajlando

czwartek, 10 marca 2011

Niewiemco

Patrzę w górę;
w tych oknach do dziś wiszą bożonarodzeniowe ozdoby.
Może ktoś tam umarł?


Miał być piękny wieczór, zwieńczający piękny dzień.
Zamiast tego: obudził mnie deszcz hulający w rynnach nad oknem, nie zrobiłam zdjęć na Słodowej, siedziałam w pracy do usranej 18tej, o reszcie nie wspomnę, bo wybuchnę znów płaczem.
Słucham sobie Comy i kocham i kocham. Lubię to uczucie, gdy w słuchawkach Jego głos, ja myślami na drugiej polance z Parku Wolności, jak kiedyś, wśród białych kwiatków, oświadczająca się Groszkowi... idę chodnikiem, w głowie maj, mam ochotę krzyknąć na cały głos, płuca znów okazuję się zbyt płytkie... znam na pamięć każdy dźwięk, mimo to za każdym razem czuję się jak wtedy, ósmego maja. Zawsze będzie mi to przypominać... PASAŻER!!!!

Opracowałam sobie logo i zrobiłam naklejki. Wiem, nic specjalnego, dwuminutowy impuls weny gdzieś między "MBE, słucham...?" a "na adres prywatny, czy firmowy?" -wrzucę może jutro, jeśli nie zasnę gdzieś po drodze z warsztatów (moje pierwsze warsztaty jubilerskie!!!!)

Tymczasem...
Nie mogę się już doczekać DOMU, chcę ciepły muzyczny wieczorek z tatą, przecież obydwoje tak za tym tęsknimy...ja się przyznaję.