wtorek, 4 października 2011

more alcohol, baby

To dziwne uczucie, gdy uświadamiamy sobie, że byliśmy już prawie u szczytu drabiny i nagle, nie wiedzieć czemu, z powrotem stoimy przed pierwszym szczeblem, który okazuje się zbyt wysoki, aby go chwycić... co gorsza- brakuje też obok osoby, która wcześniej podawała rękę, by wygodniej było się wspinać. To dziwne uczucie, gdy widzisz, że mechanizm, który do tej pory pracował bez zarzutu, nagle zaczyna zgrzytać, a przecież tak troskliwie dbałeś o przeglądy. To smutne uczucie, gdy patrzysz na kwiatek, który nie przyjmuje wody, którą wlewasz do spodeczka.... Widzisz, co się dzieje?

Jestem szczera i w nic nie gram, czasem nawet wiem, czego chcę i potrafię powiedzieć to na głos.

Jak to mówią: nieszczęścia chodzą parami, jak dobrze, że nie są to zwierzęta stadne, mogłabym sobie z tym nie poradzić. Ale dzisiaj nie chcę sobie z tym radzić, dzisiaj ucieknę i schowam się, spędzę chwile tak jak kiedyś, słoneczne i beztroskie, przypomnę sobie o istnieniu szmacianej lalki, przypomnę sobie kolor wazonu, w który wkładałam stokrotki wiosną... Przed snem upiję się, wypłaczę dwie paczki chusteczek, może coś zaśpiewam, może przyjdziesz tak jak kiedyś, tylko po to, żeby powiedzieć "Hej Mała, kopę lat" i zapalić mojego papierosa, który smakuje najlepiej w wersji cynamonowej o północy.
Jutro wrócę, jakby nigdy nic i nie pamiętając, że Cię spotkałam, zmarnuję kolejny wieczór pijąc wódkę i zastanawiając się, dlaczego moje włosy pachną cynamonem.


Nie mam siły snuć domysłów, nie chcę się zastanawiać, nie mam ochoty na myślenie. Wiem, co się dzieje, powracam do stanu sprzed mniej/więcej dwóch miesięcy i to z podobnych powodów... Mój umysł teraz powraca do stanu sprzed niecałych dwóch lat, gdy zapłakana leżałam na dywanie, zastanawiając się jak to zrobić, jak pomóc sobie, gdy cały świat się walił, a ja nie miałam siły walczyć. W tamten wieczór (a może to był już ranek?) wyszłam na spacer, pamiętam, był początek zimy, a ja nie wzięłam szalika. I spacerowaliśmy tak dobre dwie godziny, zanim nakrzyczałeś na mnie, że zmarznę, bo zauważyłeś nieokrytą szyję. Wracając, nie dbałam zupełnie o rozgoryczone spojrzenia, liczyło się tylko jedno: mogę wrócić na mój dywan, bogatsza o dwie godziny milczenia i picia piwa ze wspólnej puszki, znów się rozpłakać, zasnąć i na chwilę zapomnieć o otaczającym mnie, popieprzonym świecie. Być może dziś też mi się to uda.

The sadness comes
And the daylight turns and runs

I  enjoy...

smoke, baby
more alcohol, baby



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz