piątek, 28 października 2011

wszystko i nic

Wczorajsza akcja ratunkowa dobrego humoru mojej Ani przebiegła pomyślnie, dla niej i dla mnie również. Jednak różowe półsłodkie wino o trzeciej nad ranem potrafi zdziałać cuda. Widzę teraz, jak niewiele trzeba, aby wszystko było weselsze- miłe towarzystwo, które ratuje nas przed totalnie niepotrzebnymi ponurymi przemyśleniami, kilka zabawnych anegdotek z życia wziętych, opowiedzianych z nutką ironii w głosie i parę kostek czekolady. Dziękuję, Maleńka ;)


Szykujemy się wszyscy do długiego weekendu, dla mnie to coś nowego, spędzić kilka dni pod rząd w moim słodkim, przytulnym pokoju na końcu naszego świata. Czekam z niecierpliwością na halloweenowy wieczór z Maxim, może nawet pomaluję na czarno paznokcie. Tak bardzo chciałam pojechać w sobotę do mojej Ole!, niestety okazało się to czynem niewykonalnym- pogodzić pobyt w domu ze Świdnicą.


Tymczasem robimy wszystko, aby nie zrobić nic, dosłownie i w przenośni, na każdej płaszczyźnie teraźniejszości. Za chwilę wtulę się w fotel z "Pamiętnikami" Casanovy, tak długo zwlekałam, nie chcę myśleć o czymkolwiek innym od uczuć nie-moich. A plan był tak ambitny...


Ale idziemy do przodu. Byle do przodu.

"Jeszcze wierzę, że będę Cię kochać,
Po happy endzie nie skończy się film
I dojdę z Tobą aż do niekońca...


1 komentarz:

  1. Kochana:*
    Dziękuję za ten komentarz. Rozpłakałam się. Nie wiem,czy mam coś z głową,czy co,ale niektóre rzeczy tak łatwo mnie wzruszają(pod warunkiem),że siedzę sama i potrafię się wczuć.
    Postaram się robić zdjęcia na mojej imprezie,potem Tobie pokażę,co to było,a może za rok zorganizujemy jakąś razem:)
    Martini bianco na balkonie... To jest to.

    OdpowiedzUsuń