sobota, 29 grudnia 2012

truth

Prawda jest straszna. Najbardziej kilka dni po momencie, gdy do nas trafia na dobre. Ale wierząc mocno w Karmę, trzymam za siebie kciuki.

Now dissolve me
Two tabs on your tongue


:)

wtorek, 25 grudnia 2012

enough

"Rok temu postanowiłam sobie, że już nigdy nie będę dla nikogo lalką na półce. Przyszedł odpowiedni moment (lepiej późno, niż wcale...), żeby to sobie udowodnić."
-to napisałam dziś rano.  Zbliżająca się Msza w kościele nie pozwoliła mi napisać dalszej części moich entuzjastycznych rozmyślań. Dalsza część miała między innymi zawierać jedną z najczęściej słyszanych ostatnio przeze mnie nutek:

"...If you're leaving town
I want to be the last one to know,
Leave it underground,
I won't try to reach you before you go.
(...)
You can keep your answers to yourself now."
(Springtime Carnivore)

Niestety rodzinna interwencja rozłożyła mnie na łopatki, wiedząc co-nieco o moich ostatnich strapieniach, pokroiła moje serduszko i rozłożyła na pięknej piętrowej paterze, gdzieś między karpiem, ćwikłą i sernikiem.
Wszystkie moje ambitne plany uwolnienia się od dręczących myśli wzięły w łeb, cholera jasna.

Więc teraz, coby tradycji stało się zadość, zmywam makijaż bez użycia wacików za trzysta dolarów i pochłaniam moje drugie z kolei ulubione czekoladki, Ferrero Rocher.
Merry Alleluja, czy coś
Joł

wzdrygam się na każdy dźwięk wydawany przez moją komórkę,
chyba się zaraz porzygam  niepewnością

sobota, 15 grudnia 2012

foam/froth

Gorąca woda, wypełniająca w 3/4 wielką wannę w oświetlonej świecami jedynie łazience, unoszący się w powietrzu aromat 'spicy vanilla' i ja- w 80% zakryta pachnącą, cudowną pianą. Do tego słodko czilujące dźwięki z głośnika kilka metrów dalej... Dokładnie tego było mi trzeba.


Dzisiejszy dzień zdecydowanie na plus. Wyspana, wywietrzona, nauczona o kilku ciężkich sprawach i incydentach z historii USA, było rodzinne ciasto i wino babcinej roboty. Co prawda smakowało prawie jak nalewka winogronowa, ale nie mogę narzekać- tak strasznie lubię słodkości! (czy wspomniałam już, że większość mojego pożywienia stanowiły dziś ukochane Rafaello? *.*)

Zdjęcia posegregowana, com się napłakała, to moje. Głównie ze wzruszenia na szczęście... głównie.

A na dodatek... MEG IN BLACK IS BACK! Czyli powrót do koloru włosów sprzed roku zaliczony.

Chyba pora na spanie
Dobranoc

this world is gonna burn, burn, burn, burn
as long as we're going down
baby, you should stick around...
Ciepły dom, powolne przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia, małe przytulenia, okrzyki bawiącej się młodszej siostry- tak bardzo za tym tęsknię na co dzień. Przywłaszczyła sobie dziś misia, którego dostałam od Św.Mikołaja dobrych parę lat temu. Najsłodszy złodziejaszek pod Słońcem :)

Równe 500 zdjęć odebranych wczoraj po wywołaniu w laboratorium zapewniło mi masę kolorowych wspominek wczorajszego wieczoru. Na dzisiejszy moje jedyne marzenie to gorąca herbata przy trzaskającym w kominku wesoło ogniu.

you're just to good to be true
I can't take my eyes of you
mam aż jedno Twoje zdjęcie przecież, to wystarczy
dawno temu

piątek, 14 grudnia 2012

...and dissolve completely

"Hold me in your arms, watch the world around us fading to the dark and dissolve completely. Embrace my with your heart, my love, as my lips start shaking. Lie inside my skin, all my blood is pouring. All I need from you is love. A light will shine through me with love, I'll always be in love with you. And all I need from you is love, My eyes will always see it's love. Just hold me down, my love, let it last forever. And wisper words of love, I love you more than you'll ever know."


Po jednym z najcudowniejszych koncertów, których miałam okazję być świadkiem, przeżywam emocjonalną delirkę. Oficjalnie przyznaję się, że nadszedł ten dzień- ja, koc, gorąca herbata, piżama, zero chęci do zrobienia czegokolwiek poza leżeniem i słuchaniem. Jednocześnie zachwycona i lekko załamana, bo pozory potrafią mylić. Jeśli jeszcze dorzucić do tego fakt, że nie potrafię ostatnio odróżnić pozorów od prawdy- otrzymujemy obraz poziomu ogarnięcia Panny M. w pełnej krasie!

Selah, rewelacyjna!
DZIĘ-KU-JĘ <3

niedziela, 9 grudnia 2012

no propriate behaviour possible

Zdarzają się chwile, które wprawiają nas w zupełne osłupienie i powodują szok. Mimo że spodziewaliśmy się takiego obrotu wydarzeń, gdzieś w środku mieliśmy przeczucie, że właśnie tak się stanie, to jednak nie byliśmy w stu procentach świadomi zbliżającego się wybuchu. Zwłaszcza, jeśli partycypują w tym osoby tak nam bliskie... jak się z początku wydawało. Uczucie o tyle nieciekawe, o ile bliższa wydawała nam się być ta wataha. I gdy choć jedna osoba przybiera zwrot o 180* inny od wcześniejszego... Gdy nagle stajemy się bardziej obcy niż kiedykolwiek. Bynajmniej z naszego własnego wyboru. Pozornie.
Życie zaskakuje- bez dwóch zdań.

Czemu w ogóle myślałam o odstawieniu zielonej herbaty na bok? Po co było zastanawiać się: a może czarna, a może owocowa...? PO CO?
Zrezygnowałabym teraz z każdej innej na rzecz zielonej. Najlepsza i najzdrowsza przecież.

Kolejny przypadek, kiedy mam ochotę uderzyć się w głowę ścianą. Krzyknąć: co ty masz, do cholery, w głowie dziewczyno?! Prawdą jest, że doceniamy coś dopiero, gdy to stracimy. Ta zasada nigdy nie straci na znaczeniu.
Czy faktycznie odgrywa tutaj pierwszoplanową rolę mój mechanizm obronny? Bo jeśli to prawda, to powinnam go porzucić raz na zawsze. Wyjąć baterie, rozmontować w najgorszym wypadku na części pierwsze. Tylko cholera wie, co się wtedy ze mną stanie. Dlatego tak strasznie się boję. Ale jeśli obiecasz, że mnie obronisz... z marszu, bez kolejki dostaniesz pozwolenie na rozebranie go... "tu i teraz". Przecież jesteś w tym najlepszy.

Bo jeśli nie chodzi o mechanizm obronny, to ewentualnie o chory umysł. Ale w tym wypadku wszyscy jesteśmy psychicznie chorzy, wnioskując po zachowaniu poszczególnych osobników... i wszystkich razem wziętych. Ze mną na czele.

I'll never cheat
I'll be the best girl you'll ever meet
And for a diamond ring
I'll do these kinds of things
(...)
Bake you apple pies
I don't ask why
Try not to cry
(...)
I'LL ALWAYS BE BY YOUR SIDE
EVEN WHEN YOU'RE DOWN AND OUT.



sobota, 8 grudnia 2012

out of mems

Jestem z siebie troszeczkę dumna. Po skatowaniu się herbatą o smaku pieczonego jabłka z miodem, jednoznacznie kojarzącą się muzyką i całą masą ckliwych smsów, które siedziały w pamięci obu moich telefonów, śmiało stwierdziłam "adios, dręczące wspomnienia: usuń- cały wątek- ok". Herbata wypita, natomiast marzenia jeszcze przez chwilę zostają w mojej głowie, nie wypuszczam ich na razie, a nóż...

Zbieram pranie, czego tak strasznie nie lubię. Zrobię porządek, może to pomoże mi lepiej spać. Wykąpię się w wanilii i lawendzie, może to uchroni mnie przed tymi chorymi snami, które mnie ostatnio nawiedzają.
pamiętam, wtedy wlewając w siebie pyszne
toffee nut
wylałam wszystko inne
było przemiło

czwartek, 6 grudnia 2012

detox

Bywa, że zależy nam za bardzo. Czasem zupełnie niepotrzebnie. Bywa, że jedna malutka łezka przepełnia dzban, ten pęka i rozpryskuje się na miliony kawałeczków. Tyle, że tu- inaczej, jak z lustrem- doznajemy nie siedmiu lat nieszczęścia, a ulgi, wolności umysłu. Rozjaśnia nam się światopogląd, a i poczucie własnej wartości przestaje być mętne.

Dziś nie stchórzyłam, tak jak zwykle to bywa. Niby nic, mała rzecz, a cieszy. Może moim postanowieniem noworocznym będzie powiększenie puli odwagi na dobre? Phi, co to takiego. Śnieg pada, pada śnieg.


To przykre widzieć, jak ludzie szybko rezygnują. Z planów, z ambicji, zamierzeń, realizacji postanowień, a przede wszystkim z innych ludzi. Nie, nie wyznaję zasady "nie ten, to następny". Nigdy nie będę. Drugi człowiek znaczy dla mnie zdecydowanie za dużo, żeby moje sumienie pozwoliło mi wyznawać taki pogląd. Zwykle nawet znaczy dla mnie więcej, niż ja sama. Zaczynam rozumieć, że to wcale nie jest dobra cecha, próbuję docenić siebie samą, spojrzeć z boku, ukochać nieco mocniej. Może warto byłoby też zacząć szanować swój czas. Muszę o tym pomyśleć, ale dziś już jest za późno. Dziś byłam wymownie cicha i spokojna. Chyba szykuje się okres wegetacji. Oby zbliżające się wydarzenia nie pozwoliły mnie przyćmić szarości...

już nie zawsze tak bezpiecznie, jak kiedyś

niedziela, 25 listopada 2012

enjoy

Życie z dnia na dzień udowadnia nam, że należy cieszyć się każdą chwilą. Nigdy nie wiesz, co spotka Cię w kolejnej. Patrz w przyszłość z perspektywami na szczęście, ale nigdy nie powiem: nie oglądaj się. W przeszłości tkwi moc nauki. Nauki na błędach, na porażkach, na zwycięstwach. Wspomnienia to bardzo ważna część naszej posiadłości. Kolejną są marzenia. Więc myśl dużo o przyszłości, jednocześnie nie zatracając teraźniejszości. Bo teraźniejszość to jedyne, co mamy w obecnej chwili i trzeba po prostu żyć.

Szkoda, że takie przemyślenia przychodzą do głowy pod wpływem przykrych zdarzeń. Kolejny młody powinien móc cieszyć się córką, narzeczoną, pracą, każdym dniem. Powinien żyć... Tak więc D. życzę spokoju, a P. życzę, żeby po prostu trzymała się i dała sobie radę z dalszym życiem bez ukochanego obok...

:(

Sandra: "...każdym oddechem napawać się, jak dobrym winem..."

środa, 21 listopada 2012

doubts

Patrzysz przed siebie, na nic konkretnego. Twoje oczy zachodzą mgłą, odpływasz. Nie wiesz gdzie jesteś, z kim jesteś, dlaczego jesteś. Chcesz się cieszyć, chcesz to poczuć. Przez chwilę to czujesz, tak, dokładnie to. Nagle krystalizuje się obraz wszelkich twoich obaw i wątpliwości. Muzyka cichnie, nadal nie otwierasz oczu.  Myślisz, zastanawiasz się, przestajesz to kontrolować. Myśli same płyną, jak lawina, której nie sposób powstrzymać, tak dobrze znany ci paraliż, bezradność. Co, jeśli nie traktuje mnie w taki sam sposób? Co, jeśli wszystkie te gesty nie mają nic znaczyć? Co, jeśli to wszystko to tylko złudzenie i nie może być już inaczej? Nie dziw się, pytania- ludzka rzecz. Co, jeśli to nie o mnie śpiewa i jeśli to nie o mnie myśli, zasypiając? Ponownie czujesz bezruch w atmosferze, wiesz, na co się zanosi. I nie chcesz robić nic, bo najzwyczajniej w świecie boisz się o swoje malutkie S.
A jeśli czuje dokładnie tak samo? Jeśli nie potrafi cię rozgryźć, nie wie, czego może się po tobie spodziewać? Jeśli nie wie, czy twoje zachowanie jest ukierunkowane w konkretnym celu, czy po prostu jest to u ciebie naturalne? Jeśli zastanawia się, o czym myślisz przez snem? Jeśli marzy, aby móc choć przez chwilę czytać w twoich myślach? Jeśli, czytając to, próbuje usilnie zgadnąć, kogo masz na myśli w chwili pisania...


on air: Kimbra - "Settle down"

"Niektóre ulice, miejsca, a nawet pory dnia są zakazane. Miasto zamienia się w opustoszałe pole bitwy pełne emocjonalnych min."

poniedziałek, 19 listopada 2012

passed by

Chwilowy cień nad moim Małym Centrum Dowodzenia Wszechświatem został odsunięty na bezpieczną odległość. To pewnie mocno samolubne, co zrobiłam, o czym pomyślałam. Ale podobno cel uświęca środki. W miłości- jak na wojnie- wszystkie chwyty dozwolone. Przecież tyle już wiem- czemu miałabym tego nie wykorzystać? Ale jeśli to się nie uda- będę musiała sobie postawić nowy cel: zadowolenie się substytutem Ciebie.

Wobec wszystkiego tego miłego- dzisiejsza noc należy do nas. Do mnie i notatek z hiszpańskiego. Już po północy, jakie to szczęście- właśnie zaczęłam nowy etap, jak na nosicielkę mojego nazwiska przystało, bierę się za siebie, tak jak sobie obiecałam (fakt sprzed kilku lat- przyp.aut.).

Tylko żyrandol trzeba wymienić.
Bo te okropne niebieskie zwisy mnie doprowadzają do szewskiej pasji. A przecież miałam się nie denerwować, żeby mniej przeklinać, czy coś. I nie mogę się skupić na nauce, a jak się nie nauczę, to nie osiągnę celu, chociaż nie jestem pewna, czy jak się nauczę, to go osiągnę, koło się zamyka, tak jak moje oczy teraz, znaczy trzeba się przespacerować do kuchni po kolejną herbatę. Tym razem w nowym termicznym kubeczku, gdzie chciałabym wkleić nasze wspólne zdjęcie, gdybyśmy jakieś mieli... kiedyś.

'let me be your everlasting light
i'm shining just for you'

najwyżej sobie posklejam
na międzyczas

jedno z tych mam, co chciałam
przyszło w bólach, cierpliwości
Panno Ch.
widok z okna popołudniem
<3

piątek, 16 listopada 2012

oh nice

Jeden z tych dni, kiedy nie przejmuję się niczym. Na dworze chłodno, ale świeci pięknie słońce i chce się żyć. Jeden z tych dni kiedy rozumiem, dlaczego urodziłam się jesienią. Powinności nie uciekną. I myślę, że wszystko się spełni. Wszystko. :)

https://www.youtube.com/watch?v=4WdCnmdD-ls

'learn how to love yourself again
and then just fly out, girl
(...)
I know that one day you will get there.'

mam portret na zielonej kartce piękny całkiem
i odrobinę soku bananowego we krwi jeszcze

środa, 31 października 2012

Odtwarzanie losowe ma taką zaletę, że potrafi wrzucić na fonię dźwięki, przywołujące silne wspomnienia, lub emocje. Pamiętam, jak leżałam i płakałam, słysząc jedną z najsmutniejszych piosenek o gasnących uczuciach. To takie przykre patrzeć, jak ludziom mało zależy... W dwudziestym pierwszym wieku nie umiera się z miłości.
i kiedy patrzę na to, jak jest
już nie przechodzą mnie dreszcze
już nie brakuje mi powietrza
już nie wołam
jeszcze, jeszcze, jeszcze

możekiedyśjeszczebędzieinaczej
kolejna przeprowadzka in progress, znaczy w końcu może osiądę, dzisiaj rozmawiałam z rodzicielką o szukaniu męża, ha, śmiesznie

wtorek, 2 października 2012

Co tu dużo mówić- bardzo kiepsko znoszę porażki. Życie nie zachwyca w ostatnim czasie panny Ch. Kartony, perfumy, łzy i kilka książek. Pewne decyzje dobrze wpływają na obecny stan rzeczy. Trochę słodkości nie zaszkodzi, ale jestem coraz bardziej niecierpliwa, podejrzliwa i patrzę na ludzkie zachowania z przymrużeniem oka, słucham słów jak przez filtr. Rzeczywistość doświadcza każdego dnia. Dziś ucieknie ci tramwaj, zmokniesz na deszczu, jutro ktoś wyzna ci miłość, a za tydzień zdechnie ci chomik. Takie życie.

krakowskie
salony

wtorek, 25 września 2012

calm quiet

To miejsce, ten czas.
Nie widzę przeciwwskazań.
Miło, bardzo miło.
Przepraszam, my się znamy?
Ktoś o tobie myśli.
I co teraz?
Happy sad
Zatańczysz?
Uwielbiam, kiedy to robisz!
Ktoś chce, żebyś był.
No nareszcie!
To jest to, co lubię najbardziej.
Kochaj życie.
Tylko dla twych ust.
Obejmij mnie!
Gdzie mnie znalazłeś?
Dzisiaj jest twój dobry dzień.
Wyluzuj!
Daj mi szansę.
Ktoś chce być z tobą.
Jestem z tobą.
Porwij mnie!
Widzę to w twoich oczach.
LIFE GOES ON.


kolejność przypadkowa

Niepotrzebny chaos wdziera się w życie, gdy czuję za mocno. Umysł odpływa, słowa stają się zbędne, jak w dobrze brzmiącej piosence. Temat na okładkę. Po co to wszystko, skoro mój system tak czy siak, prędzej czy później uruchomi tak znany mi mechanizm obronny?... Potrzebne do prawidłowego funkcjonowania małego serduszka panny Ch. śrubeczki... gdzie się pogubiły? Zbyt często zmieniam częstotliwość. Stabilizator potrzebny od zaraz, bo czuję, że powoli łapię odpowiednie fale. Mała śrubka, zanim znów wpadnę w pole zakłóceń.

Nie mogąc przewidzieć zdarzeń i uczuć z nimi związanych, boję się kolejnych dni. Codziennie rani maluję uśmiech, w obawie przed prawdą. Na ogól wesoła, z pozoru pogodna. Pod kilkoma warstwami schowało się, próbując ukryć własne istnienie przed wzrokiem tych oczu.

Brak gotowości do wyjścia
na światło dzienne
chowam istnienie uczuć
pod grubym kocem,
mieszanką
obojętności i kaszmiru.

Są takie dni u schyłku lata, kiedy czuć już delikatny powiew powietrza o zapachu wilgotnych liści lub palonych gałęzi. Wszystko wydaje się wtedy pozornie stateczne, ustabilizowane i spokojne. Wieczorem otwieram okno, chcąc oddychać moją porą roku, czuję w powietrzu po zmierzchu obietnicę lepszego jutra.

Cisza przed burzą.

piątek, 10 sierpnia 2012

wh

przez chwilę poczułam się jak w domu, na prawdę u siebie, a teraz ni stąd, ni zowąd, to miasto zaczyna dymać mnie jak dmuchaną lalkę... przenajcudowniej ...KURWA!

środa, 8 sierpnia 2012

ws

zima w środku lata

czarną herbatę odstawiam na bok, przekonana, że zawsze idzie ona w parze z kwaśną cytryną, przecież nie słodzę

zieloną piję trzy razy dziennie, uparcie; zobaczymy, co z tego wyniknie

mając na myśli tak dużo, dużo słów, strach jest bardzo niewygodnym kompanem
myślę sobie, czy jest sens przechodzić to jeszcze raz w ten sam sposób, przecież wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że skończy się jak ostatnio- pod kocem z paczką chusteczek

zmęczenie daje popalić, idę się poprzyzwyczajać, dobranoc

czwartek, 2 sierpnia 2012

mess

Właśnie zdałam sobie sprawę, że mam bałagan. Olbrzymi burdel. W pokoju, w torebce, w plikach na dysku twardym, w kalendarzu i w menu... Ale przede wszystkim w głowie. Dżem o smaku owoców leśnych schowałam do lodówki, zielona herbata jeszcze stoi przede mną, wypita do połowy. Nie potrafię zdecydować, czy mam ochotę dopić ją do końca, przecież zdrowsza... Czy lepiej zaparzyć ulubioną czarną herbatę, która co prawda średnio korzystnie wpływa na organizm, ale ach! jak smakuje... Zabawna rzecz, herbata owocowa poszła w odstawkę bez większego bólu.

Może po prostu dla większej przyjemności najpierw zafunduję sobie szybką earl grey, a zieloną zostawię na później... i na dłużej?

Troszkę prostolinijności nie zaszkodzi, tak dużo się obecnie dzieje, że nie mam siły na wyrafinowane czyny lub wzniosłe myśli. Zostało mi jakieś półtorej godziny na wyprowadzenie psa, wzięcie prysznica, umalowanie się i ugotowanie obiadu. Ahoj, przygodo!
biały dom
chodź, schowamy się
na zewnątrz tak gorąco
9 rano
34 stopnie celsjusza
love it

poniedziałek, 30 lipca 2012

live your life

...czyli czas najwyższy nadszedł, aby docenić życie, zacząć korzystać z niego w 101% i wyciskać więcej, niż się da. Cieszyć się bardziej, niż pozwala nam logika, skakać wyżej, niż dosięgnie grawitacja. Patrzeć dalej, niż sięga horyzont i kochać mocniej, niż nakazuje rozsądek. Nie żałować siebie światu, niczego nie żałować, nie rozpamiętywać, iść do przodu. Jak to wszystko pięknie brzmi. Sprawdźmy, czy smakuje równie dobrze. 
Zajadam ciasteczka maślane, czekam aż ostygnie herbata, myślę "Ty głupia!"... Nadszedł moment, gdy należy spojrzeć obiektywnym okiem na siebie, swoje cele, aspiracje, osiągnięcia, doświadczenia. Nabrać rozpędu w niektórych dziedzinach, wyhamować te pozostałe. Zrobić listę "pros & cons" każdego przedsięwzięcia- tego rozpoczętego i tego zamierzonego. 

Troszkę z innej beczki: czasem po prostu trzeba wyciągnąć paczkę chusteczek, zasłonić okno, naciągnąć poduszkę na głowę i rozpłakać się. Wszystko staje się później jaśniejsze, lepsze, lżejsze.

po nocy przychodzi dzień
a po burzy spokój


wnioski z dzisiejszego spaceru o północy
zamknąć oczy, zatkać uszy
korzystać z każdej okazji, którą daje nam życie
tej mniejszej i tej większej
nie wchodzić dwa razy do tej samej rzeki
chyba, że jest to rzeka marzeń ;)

'come away with me'

środa, 18 lipca 2012

same

"Był jak sukienka, która zupełnie na ciebie nie pasuje, ale przymierzasz, bo akurat leży pod ręką."





I niech mi ktoś spróbuje powiedzieć, że faceci nie są WSZYSCY TACY SAMI. Daj mi jeden wyjątek, a do końca życia będę Ci prasowała spodnie.
Jeśli dla was powiedzmy dwa miesiące "starań" (czyt. pisania smsów, ewentualnie kilkugodzinnych konwersacji na czacie) to zbyt wielki wysiłek, aby móc to kontynuować, to jesteście cipy, nie faceci. Bo nie wszystkie kobiety są dostępne na pstryknięcie palcami. Bo niektóre stawiają poprzeczkę wyżej niż linia majtek i trzymają dystans większy, niż między dwoma krzesłami w kinie.

NIE JESTEM JAK WŁĄCZNIK ŚWIATŁA
ANI JAK TELEWIZOR
ŻE MNIE MOŻNA PRZESTAWIĆ
Z MINUTY NA MINUTĘ
NA INNY KANAŁ
PRZYKRO MI

I jeśli cię to przerasta, to żegnam już teraz.








"Co mnie nie zabije, zapewne uczyni mnie oziębłą suką. No cóż."

wtorek, 17 lipca 2012

k-w

dwudziesty stycznia dwa tysiące dwanaście
punkt drugi
kopiuj-wklej
popsułam się nieco od tamtej pory, przyznaję

znowu śmieszny chaos, dzięki, dzięki

edit
I was lost, I couldn't lift my eyes from my shoes.
także tego
cynamon

move move move

Chciałam tylko gdzieś zanotować, jak bardzo 'the xx' kojarzy mi się papierosami, trzecim piętrem i drinkiem cola+orzechówka. Chętnie przygarnęłabym jeszcze na chwilę do mojego pokoju te chwile, zdecydowanie. Ale wszystko jeszcze przede mną! Może będzie czwarte piętro, somersby z limonką i czekoladowy croissant zamiast papierosów.

Przeprowadzka, mieszkanie marzeń, serduszka tęczowe- nie oczekiwałam takiego przebiegu wydarzeń. Zaskakujące wyznania przed północą, x y z.

Edukacja muzyczna panny Magdalena in progress

WSZYSTKO IN PROGRESS!!!!!!!!!!!!!!!! :)

wtorek, 5 czerwca 2012

MECHANIZM OBRONNY: ON.
kurwa, kurwa, kurwa


no to teraz tylko czekamy aż coś spierdolę,
a później tylko czekamy, aż będę tego zajebiście żałowała
joł

niedziela, 3 czerwca 2012

m

Popadam w znane mi już sprzed pewnego czasu schematy, śmiech, płacz, dym, hipokryzja i dużo alkoholu. Zatracenie, fascynacja, zniechęcenie, znowu stosuję wyliczenia, a miałam już tego nie robić. Kolejne uzależnienie, ha, ha.
To głupie, czuć się w ten sposób. Zawiedzionym. Głupie strasznie, szczególnie, gdy nie ma do tego większych podstaw. Świat się poprzewracał do góry nogami i ciągle nakurwia fikołki. Chyba sobie wytatuuję kalejdoskop, zamiast koniczyny. Prześladowania.
Tak, mogę teraz wprost powiedzieć, że nie podoba mi się ten cały cyrk. Denerwuje, irytuje, rozśmiesza czasem. Przekonywanie się do siebie nawzajem, żeby po kilku dniach wszystko zepsuć, coby nie za dobrze było. W naszym świecie nie ma miejsca ani czasu na głoszenie słodkich sloganów w stylu 'no more drama', to przecież część naszej rzeczywistości, bez tego nie oddychamy. Jestem psują, jakich mało. I lubię zniechęcać ludzi do siebie. To w moim świecie dość popularne zjawisko. Tym bardziej cenię tych, którzy się nie dali moim usilnym próbom wypieprzenia ich z mojego życia za pomocą chamskich odzywek i okazywania totalnego braku zainteresowania. A ci, którzy poddali się w przedbiegach- niechaj wypierdalają na drzewo. Amen

Dlaczego tak usilnie staram się odsunąć od swojej osoby dobre emocje?
Przecież wszystko, czego mi potrzeba, to garść poczucia bezpieczeństwa i choć odrobina tej niewinności, którą tak w sobie swego czasu znienawidziłam i skutecznie zagłuszyłam...
I wszystko byłoby różowe.
Ironizując, podam siebie jak na tacy.
Moje oczy zrobiły się węższe, niż wczoraj wieczorem.
To na pewno znak, że czas do łóżka.
No to cześć.

sobota, 2 czerwca 2012

chyba cisza

być może tylko przed burzą
burza może i by się przydała, chociaż i tak ostatnio gradobicie przeżyłam
ciągle jeszcze odczuwam pozostałe po nim delikatne kołatanie



Te same, zwykłe sprawy, do których zdążyłam już przywyknąć: odpocząć, przemyśleć, zadbać, zrozumieć. Ułożyć, poskładać, uspokoić, odpocząć. Koło się zamyka.

Znalezienie chwili na wypicie zielonej herbaty o 4:10 rano daje motywację do uśmiechu na cały dzień.
Całus o 6:10 daje motywację do uśmiechu na cały dzień.
Wiadomość otrzymana o 15:03 daje motywację do uśmiechu na całe popołudnie.
Myśl o wieczornym filmie, lub ulubionej muzyce do snu...
To wszystko sprawia, że każdy dzień przeżywam całą sobą, nie myśląc o tym, co wczoraj i o tym, co jutro.
Jakie to miłe.
Tak, zdecydowanie...
ODROSŁA TRAWA GDZIE STAŁ DIABELSKI MŁYN.
Wieczorna rozmowa, gdy oczy się już same zamykają, otwiera umysł. Zdałam sobie sprawę, że faktycznie są rzeczy ważne i ważniejsze. Przyśnił mi się sen, z którego nie chciałam się budzić. O sobie. I jest bardzo miło i przyjemnie, gdy mogę tak sobie posiedzieć, poczytać, posłuchać, popisać, pomyśleć, porozmawiać. Nie sądziłam, że ta chwila nadejdzie, może nieco ironicznie, ale muszę przyznać: dziękuję. Być może teraz wszystko będzie nieco bardziej delikatne, czyste, spokojne, wolne. Trzymam za to kciuki. :)

Bardzo tęsknię za AnnąOp i bardzo chcę się już z nią jutro zobaczyć.
<3
'piętro trzy i pół'

poniedziałek, 21 maja 2012

selfcontrol

utracona


Nie potrafię sobie przemówić do rozsądku, nie potrafię przyjąć do wiadomości, że to nie czas na jakiekolwiek decyzje. Teraz wszystko rozchodzi się głównie o tajemnice, poniekąd małe intrygi, trochę rozkoszy szeroko pojętej, odrobinę ironii, w końcu swoje pięć minut będzie miał pewnie też smutek. Bo czasem robi mi się przykro jak słucham i jak patrzę w te wypłakane oczęta. A jednak sprawiają mi chyba większą radość, niż żal. Przykro mi. KARMA'S A BITCH.

Porobiło się dość mocno, jest bardzo dużo niedopowiedzeń wokół nas.
Głupie pytania, insynuacje, stos aluzji i wymownych spojrzeń. Takie połączenie zawsze prowadzi donikąd. Szczególnie teraz, szczególnie nas.

Chwila zawsze jest nie ta.


jeju jeju i co ja mam teraz zrobić


pozwolę sobie się powtórzyć
WITAMY NA POKŁADZIE CZARNEJ DUPY

środa, 16 maja 2012

bitch

Sprawa wygląda tak:
Zdrada jest zdradą. Jeśli komuś zaufasz, a TA OSOBA narzyga na twoje zaufanie, to nawet jeśli między wami pozornie wszystko jest w porządku- nie będzie już tak jak wcześniej. Wydaje ci się na początku, że jest okej, że TEJ OSOBIE to można powiedzieć, można pokazać. I wszystko gra do momentu, kiedy TA OSOBA zaczyna uciekać od ciebie, nie chce, żebyś zauważył, co się święci. Nie chce, żebyś zdawał sobie sprawę, z tego co się dzieje i za twoimi plecami robi mało moralne, patrząc z perspektywy czynienia dobra dla waszych relacji, rzeczy. Po jakimś czasie oliwa wypływa, jak to zwykle bywa, ty dowiadujesz się o sprawach, o których wcześniej nie miałeś bladego pojęcia. Tym samym robisz oczy nie jak pięć złotych, tylko jak sto dolarów, bo nie spodziewałeś się tego po TEJ OSOBIE. Zdajesz sobie sprawę, że zaufanie to pieprzony konserwant, a życie to ogólnie rzecz biorąc wredna dziwka, bo przecież żadnych znaków na niebie, ani na Ziemi nikt nie pokazał.
I nawet jeśli całe to zamieszanie nie jest sprawą życia i śmierci, to zdrada jest zdradą. Zawsze.

Od dziś w naszym menu będą gościć głównie sztuczne uśmiechy, ironiczne żarty, a spojrzenia spod uniesionych nieco wyżej niż zwykle brwi będą wyrażały zupełnie inne emocje niż do tej pory. Nie mówiąc już nic, nie będę się więcej bawiła w dobrą ciocię, od teraz zero skrupułów, my dear friend.

YOU CAN TELL JESUS, 
THAT THE BITCH IS BACK.

wspomnienie monsterowania
stadion wrocław

czwartek, 10 maja 2012

iamsterdam

juz jutro powrot. mialam ochote zostac tam do konca swiata. gdzie piekne uliczki, miliony rowerow, muzyka na zywo, kolorowe wystawy sklepow. miasto jak kazde inne? tylko pozornie. atmosfera tu bardziej przyjazna, niz gdziekolwiek indziej a i powietrze pachnie inaczej........

tak, jestem w amsterdamie. nie mogac sobie wybaczyc, ze nie zawitalam do ani jednego coffee shopu, rekompensowalam to sobie wypijajac dwa srednie heinekeny. od razu przyszlo mi na mysl, jak bardzo chcialabym pojechac w tym roku na openera i plakac sie chce, ale nie dam rady. nie w tym roku zobacze na zywo moich kochanych the xx i nie w tym roku zaspiewam "no, you girls never know" razem z franz ferdinand. ale kiedys na pewno. na pewno!

zakochalam sie dwiescie dwa razy, kilka kobiet, kilku mezczyzn, kot, drzewa, smaki. lodzie, mosty, kostka na deptakach i buty na wystawach. podjelam kilka bardzo smacznych decyzji i mam teraz kupe wyrzutow sumienia, ale zaraz pojde spac i o nich zapomne na zawsze.

on air: miloopa- beautiful.

niedziela, 6 maja 2012

iskra

BOSKO
Turniej udał się przenajcudowniej. Najwspanialszy na świecie klub ISKRA -daliśmy radę!

Wirujące suknie pięknie uczesanych Pań tancerek błyszczały jak diamenty,
Małe dzieci podskakujące na parkiecie wyglądały tak rozkosznie.
Muzyka jak z filmów...
Aaaaaj, nie potrafię tego opisać. Było przenajcudowniej i tyle.

I jeszcze...
Płacząca Marysia zwinęła mi serduszko w kulkę jak papierek <3
Czyli był śmiech, były łzy, czasem szczęścia, czasem- nie. Jednak wszystko to nasze!



abstrachując
JA GO CHCĘ DO DOMU!

sobota, 5 maja 2012

majmajmaj

04.05.2012
Mam niezliczoną ilość bolących miejsc na całym ciele, kocham Kazika, fruwałam przy dźwiękach "chciałbym umrzeć z miłości", chociaż wcale bym umrzeć nie chciała, ale niewiele brakowało. Mój zegarek a'la Chanel poległ dziś, mam nadzieję, że jakieś ręce, które leczą będą w stanie go zrekonstruować. W końcu nie pierwszy raz mu się oberwało z grubej rury. Przecież miał jeszcze przygodę na jedną noc z Kurierską Ciężarówką. Dostałam 'saksofon' i kilka porządnych kopniaków na dobranoc, której nie było, bo było kolejne ugniatanie moich biednych plecków i kupa śmiechu. Miło, nie powiem, że nie.

05.05.2012
"M.Ch. umarła śmiercią supernaturalną, w nieswojej, za dużej koszulce, cała przemoczona, odśpiewawszy płacząc "Los, cebula, krokodyle łzy", po najcudowniejszym pogo, w jakim kiedykolwiek było jej dane uczestniczyć. To była piękna śmierć."

Rozwijając:
Wprawiłam się przednio głównie przy Natural Dread Killaz i Monice Brodce (ach, ach) kolejno puszczałam bańki mydlane w tłum ku ogólnej uciesze ogółu rzeszy bawiących się na Wyspie Słodowej miłośników muzyki na żywo, zmokłam dwa razy, zmarzłam raz ale porządnie, dostałam dzięki temu (choć po fakcie) za dużą nieco koszulkę. A potem bluzę i było całkiem przyjemnie, gdy szłam taka cała przemoczona przez Ostrów Tumski, myśląc o jutrzejszym turnieju.
Wracając do momentu przed totalnym przemoknięciem: niesiona przez krótką chwilę pod niebem do samego Roguckiego, myślałam sobie "niech się dzieje, co chce", przeszczęśliwa, choć poobijana do granic możliwości. Jeśli jutro mam spędzić cały dzień w krótkiej sukience (siniaki na nogach!) i w szpilkach (podeptane setkami glanów stopy!), to trzymajcie za mnie kciuki mocniej, niż zwykle.
Wytańczyłam się, wyskakałam się, wypogowałam się i wyśpiewałam za wszystkie czasy, popłakałam się nawet za jakieś tam czasy przy "los, cebula, krokodyle łzy" (coby wątek podtrzymać), jejku, jestem najszczęśliwszą Magdą na świecie!!!!!!!!!!!!!!
Mam wybuchnięty mózg i już nie wiem sama co piszę, uciekam do wanny i liczę, że gorąca kąpiel uśmierzy choć trochę ból związany z trzydniowym uprawianiem tłumnego sado-maso.



A tak z innej beczki moje przemyślenia z ostatniego tygodnia:
CZY WAS DOSZCZĘTNIE POJEBAŁO?!
NO JA BARDZO PRZEPRASZAM, ALE TO JUŻ JEST LEKKA PRZESADA.
JA ROZUMIEM, ŻE SENTYMENTY, ŻE WSPOMNIENIA,
ALE ŻEBY, K*RWA, WSZYSCY NA RAZ?!
z Ole!
Siechu dziękuję za świetne fotki
AAAAAAAAAAAAAA <3

piątek, 4 maja 2012

hit the road

Czy to chore?
Zawsze chciałam, aby mój mężczyzna zdarł ze mnie rajstopy.
Zapewniam rajstopy.
Dajcie mi mężczyznę.
Hit the road, Jack.
przerwa międzykoncertowa
spadam na Dżem! 
<3

wtorek, 1 maja 2012

maj

Miałam się schować, odpocząć, czy coś. Moja zdolność do dotrzymywania własnych założeń jak zwykle zerowa, dzięki czemu spędziłam dwie doby nad różnego rodzaju jeziorkami przy różnego rodzaju alkoholach, mniej/więcej połowa mi gdzieś umknęła. Powinno być inaczej.

Chcesz, żebym piła, śpiewała, tańczyła, całowała. 
A to nie tak. 
NIE TO MIEJSCE, NIE TEN CZAS, 
mój Charlie, Charlie.

Powtórzenia, znów te same sny, tylko w coraz bardziej wyraźnych kolorach. To męczy i smuci, bo przecież miało być zupełnie inaczej- miało być tak pięknie. Znowu obiecały mi zbyt wiele. A tak prosiłam, idź sobie.


Ale tak czy siak, trzymam mocno kciuki, być może jeszcze dziś będzie mi dane zaśpiewać
I wtedy przyszedł maj!


a teraz czekam i czekam, samo czekanie
i czekam na koncerty majówkowe na kochanej Wyspie Słodowej
i czekam na Martini Bianco z Ole!
i czekam na nasz wspaniały turniej
i czekam nawet na plotki w pracy
a jeszcze bardzo mocno czekam na Amsterdam
aż się boję tego czekania
...
idę się wyciszyć na loggii.

czwartek, 26 kwietnia 2012

ms.hide

Na schowanie się i zaszycie na chwilę czas najwyższy nadszedł. Wszechobecne przerażenie na samą myśl o jakichkolwiek decyzjach paraliżuje myśli i dłonie. Wyczyścić umysł, przeprowadzić detoks serca należy. Znów chłonę zbyt mocno i robię głupie rzeczy, trzeba to przerwać jak najszybciej, bo wciąga niebezpiecznie.
Szczere rozmowy uniemożliwia strach przed krytyką, brak szczerych rozmów objawia się brakiem zaufania do własnego 'ja'. Chowam się, chowam, uciekam i proszę, ludzie, dajcie mi chwilę na oddech. Tylko tyle.


JEST DOBRZE TAK, JAK JEST
LUBIĘ PRZEDRZEŹNIANIE
ZUPEŁNIE BEZ SENSU
JESTEM BARDZO ŚPIĄCA
I BARDZO PROSZĘ SIĘ ODPIERDOLIĆ.
nie znoszę presji i nacisku
łatwo zdobyte mniej cieszy
własnonierodzona córka na mnie krzyczy
a Bateryjka mówi, że ze mnie suka
coś w tym jest...

niedziela, 22 kwietnia 2012

got it

NIE ANGAŻUJ SIĘ
jedno z najmądrzejszych zdań, które ostatnio usłyszałam


we're having such a good time

już niedługo <3

środa, 18 kwietnia 2012

idiotowatość

A PRZECIEŻ MÓWIŁAM
JASNO I WYRAŹNIE
JEŚLI KIEDYKOLWIEK
DOPROWADZISZ MNIE DO ŁEZ
NIE MA MIEJSCA DLA CIEBIE
W MOIM ŻYCIU

no matter what

Ole!;*

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

melancholia

A mówią, że wiosna ją przegania.

Jakże radośnie bywało, myślałam, że już uczę się optymizmu, ale, ale! Hej ho, Madzia, to nie dla ciebie jest.

MAJ CHCĘ
CHOCIAŻ TROCHĘ SIĘ BOJĘ POSTĘPUJĄCEGO CZASU

'i taką wodą być, co otuli ciebie całą, ogrzeje ciało, zmyje resztki parszywego dnia'

za dużo dobrego, czy co?
obżeranie się wieczorem w MC daje w kość
ludzie zawsze będą idiotami
JESTEM BEZĄ
dobranoc, czy coś

piątek, 6 kwietnia 2012

pierwsza nota z telefonu

otoz to. pierwszy raz pisze notke na blogu przez telefon. smieszne uczucie, jakbym pisala smsa.

popracowalam, pojechalam, przetluklam sie pociagiem, chociaz bylo calkiem sympatycznie, pierwsza polowe drogi przegadalam przez telefon z ola, druga polowe drogi przegadalam przez telefon z aga. do tego na przeciwko jechala pani ze swoim kilkuletnim synkiem, ktory robil smieszne glupie miny.

wczoraj wieczorem napisalam list. chociaz mysle, ze jeszcze go nie dokonczylam. wszystko w swoim czasie. to list o uczuciach, adresowany do mojej A KROPKA

dzisiaj wieczorem bede czytac ksiazke, pierwszy raz od dwoch miesiecy. bardzo jestem rada na ta okolicznosc.

kocham swoj ksiezniczkowy rozowy pokoj z wielka twarza merlin monrou!

czwartek, 5 kwietnia 2012

heart skipped a beat

Nie chciałam wcale tego wiedzieć, wolałam, gdy było jedynie echo. Właściwie echo to zbyt wiele powiedziane. Jednak tak było lepiej, wygodniej. A teraz znów myślę, słucham tej muzyki, przy której kiedyś zasypiałam tak ciepło i słodko i twoja. Zastanawiam się, dlaczego tak słono płacę za to, że potrafię kochać. Nic nie przychodzi mi do głowy. Bo było zbyt idealnie. Po prostu. Sny nie pozwalają odpocząć, budzę się każdej nocy, przeżywam to, co się dzieje w mojej głowie i w moim sercu. A przecież dzieje się nic. PUSTE KALORIE.

Krótka przerwa na głęboki łyk wermutu i kilka łez, w ten sposób Magdalena dziś rozkoszuje się samotnością. Jutro obudzę się znów nieprzytomna, ale co tam, przecież kiedy? Nie mam czasu na rozpamiętywanie. Organizm mnie oszukuje, ja oszukuję jego, wszystko gra i buczy.

Przekonujemy się z dnia na dzień coraz wyraźniej, że krateru jednorazówką nie wypełnisz. Nie masz szans.
Kilka pospiesznych wdechów nie zastąpi ciepła ramion- kiedy w końcu ulegniemy tej prawdzie, kiedy przestaniemy popełniać te same błędy, kiedy przyjmiemy do wiadomości, że nie warto? Zapewne wtedy, gdy będzie już za późno. A właściwie to nie. Za późno było wczoraj, a przecież dziś nasze biedne, głupie serduszka skurwiły się po raz setny. Chyba czas iść spać, przed zamknięciem oczu pomyśleć o kilku stokrotkach, uśmiechnąć się nieszczerze. Przestać bredzić i pozwolić serduszkom wypocząć, zanim znów będą gotowe, aby po raz kolejny pozwolić się sfrajerować byle skurwysynowi (który zapewne w efekcie okaże się tchórzem, jak zwykle).

HEART
SKIPPED
A
BEAT

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

.

Jeżeli piękno zasługuje na potępienie

Jeżeli mądrość potęguje jedynie zło
Jeżeli szczęście jest przeszkodą dla zbawienia
To osądzi mnie bezduszna, wieczna noc


znowu myślę

czwartek, 29 marca 2012

smutne porządki

przez te porządki jest mi bardzo smutno,
znajduję zdjęcia i zapiski

przeglądam strony, drę karteczki, płaczę jak dziecko, tak mi przykro, że to już nie należy do mnie...
smutna dzisiaj coś ta wiosna

What is art?
First spring leaf
Shiny snowflake
Tired sun in the afternoon
Raindrops on my window glass
Real, true art
It's nature
Kiss, hug, love, friendship
Worm bed, fireplace
Teardrops in my eyes
Real, true art
Beauty of the moment.

na 5
w jakimś kejefsi albo innym makdonaldzie


sen

Spełnił się mój sen, przez dwanaście godzin zjadłam półtorej bułki i jogurt. Jestem oficjalnie wkurwiona na mój organizm. Cześć i czołem. 


UWAGA, PORZĄDKI!




środa, 28 marca 2012

wio@sna

Przesympatycznie
Kolorowo
Pachnąco

Terefere


Brak czasu na oddychanie dodaje mi skrzydeł, to pewnie dlatego, że nie wytwarzam już aż tak dużo dwutlenku węgla. Ot tak, miałam ochotę pochwalić się moim działaniem zbawiennym dla świata.

Tęsknię bardziej, niż bardzo.

A że mój mózg bywa niedotleniony, to i na myślenie nie ma co liczyć. Na pewno nie dzisiaj. :)


środa, 7 marca 2012

Zasypana pracą, targana po różnych końcach miasta, niewyspana, z niedomalowanymi rzęsami, pustym kontem i rozładowaną baterią w telefonie. Z wieloma sprawami na głowie, pustą puszką na przyprawy, przepełnionym kalendarzem, niedoczytaną gazetą, słuchawkami na uszach i okularami na nosie. Zapomnianym schowkiem na drobne skarby, wypisanym długopisem, permanentnym bałaganem na fotelu i w głowie. Z kilkoma wspomnieniami i rosą na rzęsach, nigdy nie czułam się bardziej wolna.



SPALONE MOSTY 
TO NAJLEPSZY W ŻYCIU ZNAK

poniedziałek, 5 marca 2012

różowe wino mi służy

bo albo je otwieram z moją dziewczyną, albo sama, a czasem różnie to po winie bywa.

Świat wskoczył na odpowiednią drogę, jadąc pociągiem, idąc parkiem lub leżąc w łóżku ze słuchawkami na uszach płaczę jak durna. Bo świeci słońce w oczy, bo nie sprawia mi problemu wstawanie o 4:30, bo nie chce mi się wracać rankiem do własnego łóżka... po winie. Biegać, skakać, pracować, tańczyć, bawić się, w końcu rozumiem po co była zima. Pod prysznicem malinowym kręcę się w kółko, wiruje mi w głowie, znowu się śmieję. Czekoladki w pudełku czekają na swoją kolej, w końcu przyjdzie i ich czas. W końcu odżyłam na prawdę.

Do wczoraj mój uśmiech był zwykły, a śmiech cichy. A teraz, patrząc w lustro nie poznaję tej osoby za szkłem. Nie poznaję, jednocześnie będąc zafascynowaną i w niej zakochaną. Chcę, żeby została na zawsze.

CANT WAIT

wtorek, 31 stycznia 2012

fuj

Znowu jestem chora. W akcie grypowej desperacji obejrzałam chyba ze dwieście odcinków durnego serialu o amerykańskich nastolatkach, wypiłam z osiem litrów herbaty z miodem, czosnek niestety musiałam sobie odpuścić i mleko też. Moje ciało ma temperaturę odpowiadającą trzydziestu pięciu stopniom Celsjusza, ciekawe, czy to oznaka zamarzania od środka. W sumie nie zdziwiłabym się.
Chowam się z powrotem pod mój ukochany zeberkowy kocyk i pozdrawiam, ha, ha.

'miejsca, na których świat zdaje się oszczędzać'




niedziela, 29 stycznia 2012

boże

mam jakiś chory fetysz
bardzo chory niezdrowy

kolejne z serii
powrót do dawnej miłości, ach


'jak każda inna noc
trochę więcej czasu
trochę więcej odwagi
trochę mniej słońca
trochę więcej powagi
podchodzisz do mnie
siadasz pod oknem
oddychasz spokojnie
i zdejmujesz spodnie
podchodzisz do mnie
masz takie zamyślone usta
masz takie malinowe oczy
ale pewnym krokiem kroczysz'

ale wiedz,że nie powiem ci nic dobrego
nic złego też nie



nie mogę się już doczekać tej nocy
ale będzie dziwnie, ojej ojej
teraz już mogę iść spać spokojnie, cześć

piątek, 20 stycznia 2012

stycznia odsłona cieplejsza

1. JA
   Jest dobrze, dziwny spokój opanował całą aurę wokół mnie. Jestem w miarę stabilna, tylko chwilami myślę "co by było, gdyby..."...
   Każdy rozdział opowiada o czymś innym. Jeden o moim wzrastającym poczuciu własnej wartości, niezależnie od bodźców zewnętrznych. Drugi o samorealizacji, nauce, jaką bardzo chcę przyjąć do siebie. Trzeci o małych rzeczach, kilku słowach, jednym uśmiechu, wesołych oczach i na prawdę mało zabawnych żartach, które niesamowicie poprawiają humor, gdy czuję się zamknięta żałośnie jak w klatce. O nieco zazdrosnym, acz pełnym podziwu spojrzeniu, które stara się nie zostać ujawnione- wiem przecież. Czwarty o małych radościach, które starają się przebić przez mury problemów i nieco rozjaśnić przestrzeń wokół mnie. Piąty o mojej podatności na wpływy innych ludzi, o ich możliwościach oddziaływania na moje decyzje, co często staje się hamulcem dla wszystkich powyższych elementów. Szósty o chęci dorównania mistrzom, moim autorytetom, ponieważ tak bardzo mi zależy na słowach "jestem z ciebie dumny". W końcu siódmy o sprzeczności, która wynika z pragnienia otoczenia się wszelką miłością i ciepłem oraz z chęci pozostania niezależną, silną kobietą, która nie pozwoli nikomu się zranić i nie pozwoli nikomu ingerować w jakikolwiek sposób w jej życie.
   Podobno siedem to szczęśliwa liczba, więc na tym poprzestanę, pamiętam jednak o wszystkich tych ułamkach z wielkimi mianownikami między każdym z rozdziałów głównych.

2. TY
   Zaburzasz cały porządek, pokazujesz, jak łatwo jest wejść do mojego serca (bez pukania, przecież nie trzeba) i rozsiadasz się w nim, jak w miękkim fotelu z kieliszkiem wina w ręku. Ja daję Ci na to przyzwolenie z błogim uśmiechem na twarzy, ponieważ zapalasz przy okazji waniliową świeczkę o rozgrzewającym je całe płomyku. Tak dzieje się za każdym razem, gdy się zbliżasz, a przecież tym razem miałam być twarda. Lepsza, silniejsza, niezależna, może nawet nieco oziębła, krytyczna i KONSEKWENTNA. Przekonujesz mnie, że nie potrafię i układasz się jeszcze wygodniej.

3. MY
   "-Proszę Cię, Co ja bym zrobiła bez Ciebie?
Odeszła bez słowa. Chciałam ją objąć, pocieszać, ale zbyt dobrze wiedziałam, że zatrzasnęła drzwi swojej prywatności (...) W najlepszym razie mogę mieć nadzieję na czułość, pozorną uległość. Pod tą powierzchnią dzikość pozostaje, czysta, barbarzyńska, nieznana."

4. WSPOMNIENIA
   Zastanawiałam się dziś nad wieloma sprawami. Nasunął mi się na myśl jeden wniosek: nie oglądać się za siebie, patrzeć w przyszłość, kiedyś już o tym myślałam, ale nie potrafiłam. Nic nowego- wiem. Jednak życie płynie i należy w końcu zdać sobie z tego sprawę. Wspominam, łzy cisną się do oczu. Niektóre są objawem smutku i żałoby po tym, czego już nie ma. Niektóre zaś są obrazem wzruszenia i chęci zatrzymania tych fotografii w głowie jak najdłużej. Przeczę sama sobie, powinnam napisać sobie na ścianie ten fragment, który tkwi w mojej głowie od dawna. "SPALONE MOSTY TO NAJLEPSZY W ŻYCIU ZNAK". Słuchałam tego co wieczór gdy zasypiałam, byłam mała, skąd mogłam wiedzieć, że to najprawdziwsza prawda, jeden z najważniejszych przekazów, jakie kiedykolwiek w życiu do mnie dotrą? Co wieczór nucę pod nosem kawałki sprzed lat, melodie, które utkwiły mi w pamięci na dobre. Rano zwykle mam problemy ze wstawaniem. :)

Nie miałam pojęcia o istnieniu tego zdjęcia i popłakałam się, gdy je dziś zobaczyłam. Pamiętam ten dzień doskonale, było tak miło i tak ciepło, niby nic, lecz jest to jeden z tych momentów, które nigdy się już nie powtórzą i tego jest mi żal najbardziej. Jak to było? Mineralogia i krystalografia podczas fotogrametrii na Wyspie Słodowej :) 
I znowu nasuwa się wniosek: PATRZEĆ PRZED SIEBIE, NICZEGO NIE ŻAŁOWAĆ, UŚMIECHAĆ SIĘ DO WSPOMNIEŃ, ZAMIAST PO NICH PŁAKAĆ.

"WRÓCIMY TU JESZCZE"

czwartek, 19 stycznia 2012

"(...) Miałam ochotę podejść, z całej siły tupnąć nogą i powiedzieć te kilka zdań. Bo jeśli myślisz, że jestem głupia, płytka i że NIE MAM W SOBIE NIC, KOMPLETNIE NIC WE MNIE NIE MA, to powinieneś wiedzieć: do południa uczę się miłości. Później przez trzy godziny uczę się życia. Wieczory spędzam tańcząc walca i sambę, lub gram na gitarze. W soboty czytam książki, w niedzielne przedpołudnia poznaję sztukę i cieszę się rodziną. Nocami zwykle piszę scenariusze, o których nawet ci się nie przyśni. Słowem, jestem najbardziej zajebistą osobą, której w życiu nigdy nie będzie ci dane poznać. Później uśmiechnąć się, odwrócić o sto osiemdziesiąt stopni, odejść i zapomnieć o twoim marnym istnieniu, człowieku, który nawet nigdy nie zamienił ze mną słowa. Frajerze."

Popołudnia nadal są dość ponure, ostatnio nawet deszczowe, a ja czuję, że moja osobowość znów kwitnie, charakter słodko się zaokrągla, nowe ambicje kiełkują i nawet oczy jakby mocniej błyszczą. Dziwna uciecha, wzięta znikąd, cudna zmiana nastawienia, kurz z moich ust zdmuchnięty ciepłym powiewem, który mógł mi się jedynie przyśnić, głupia radość na widok szerokiego uśmiechu i cukierki. Polubiłam galaretki :)

hej, to my

niedziela, 15 stycznia 2012

styczeń

Dziś przybyło nieco mrozu, nie na tyle na szczęście, aby można było się poślizgnąć na zamarzniętej kałuży. Chrup, chrup, zabawa ta niezmiennie od lat cieszy małą Madzię, zastanawiam się, czy ma to jakieś głębsze znaczenie. Teraz trzeba ustabilizować parę spraw, zdać sobie sprawę, że nie wszystko rozgrywa się między białym i czarnym, o niektórych rzeczach po prostu NIE MYŚLEĆ i poczekać, aż rozwiążą się same.

Słucham blond piękności i z niecierpliwieniem czekam na ósmego marca.
Wiosna będzie piękna, zupełnie inna od poprzedniej, już teraz czuć, że powietrze jakieś jest lżejsze, mimo iż dość szybko jeszcze dzień ucieka, by ustąpić miejsce nocy. Zapalę cztery świeczki, po dwie dla każdego i zaczekam na następny, kolejny i tak do końca świata nawet.


SNY OBIECUJĄ NAM ZBYT WIELE
Choć niektóre bez litości pokazują nasze lęki
nie sądziłam, że jest to tak oczywiste-
próbowałam sama przed sobą to ukryć.
Jednak muszę nabrać zdecydowanie
więcej cierpliwości w swoje kieszenie
i gdy się zapomnę, zanurzyć w nie dłonie,
przypomnieć sobie sen z nocy 13-14 stycznia 2012,
zacisnąć zęby i dalej jedynie
uśmiechać się nieco nieśmiało.



czwartek, 12 stycznia 2012

12 01 2012

ładna data

Myślę sobie że ta zima kiedyś musi minąć
Zazieleni się urośnie kilka drzew
niedojedzony chleb w ustach zdąży się rozpłynąć
A NIEDOPITY RUM ROZGRZEJE JESZCZE KREW

Brak chęci do czegokolwiek (łącznie z trywialną czynnością zwaną życiem po prostu) paraliżuje, najchętniej zostałabym przez kilka dni pod moim biało-czarnym kocem i nie wychodziła ani na chwilę. Problem w tym, kto wtedy poda mi herbatę?! Jest mi tak strasznie smutno, żałośnie i w ogóle fuj.