wtorek, 31 stycznia 2012

fuj

Znowu jestem chora. W akcie grypowej desperacji obejrzałam chyba ze dwieście odcinków durnego serialu o amerykańskich nastolatkach, wypiłam z osiem litrów herbaty z miodem, czosnek niestety musiałam sobie odpuścić i mleko też. Moje ciało ma temperaturę odpowiadającą trzydziestu pięciu stopniom Celsjusza, ciekawe, czy to oznaka zamarzania od środka. W sumie nie zdziwiłabym się.
Chowam się z powrotem pod mój ukochany zeberkowy kocyk i pozdrawiam, ha, ha.

'miejsca, na których świat zdaje się oszczędzać'




niedziela, 29 stycznia 2012

boże

mam jakiś chory fetysz
bardzo chory niezdrowy

kolejne z serii
powrót do dawnej miłości, ach


'jak każda inna noc
trochę więcej czasu
trochę więcej odwagi
trochę mniej słońca
trochę więcej powagi
podchodzisz do mnie
siadasz pod oknem
oddychasz spokojnie
i zdejmujesz spodnie
podchodzisz do mnie
masz takie zamyślone usta
masz takie malinowe oczy
ale pewnym krokiem kroczysz'

ale wiedz,że nie powiem ci nic dobrego
nic złego też nie



nie mogę się już doczekać tej nocy
ale będzie dziwnie, ojej ojej
teraz już mogę iść spać spokojnie, cześć

piątek, 20 stycznia 2012

stycznia odsłona cieplejsza

1. JA
   Jest dobrze, dziwny spokój opanował całą aurę wokół mnie. Jestem w miarę stabilna, tylko chwilami myślę "co by było, gdyby..."...
   Każdy rozdział opowiada o czymś innym. Jeden o moim wzrastającym poczuciu własnej wartości, niezależnie od bodźców zewnętrznych. Drugi o samorealizacji, nauce, jaką bardzo chcę przyjąć do siebie. Trzeci o małych rzeczach, kilku słowach, jednym uśmiechu, wesołych oczach i na prawdę mało zabawnych żartach, które niesamowicie poprawiają humor, gdy czuję się zamknięta żałośnie jak w klatce. O nieco zazdrosnym, acz pełnym podziwu spojrzeniu, które stara się nie zostać ujawnione- wiem przecież. Czwarty o małych radościach, które starają się przebić przez mury problemów i nieco rozjaśnić przestrzeń wokół mnie. Piąty o mojej podatności na wpływy innych ludzi, o ich możliwościach oddziaływania na moje decyzje, co często staje się hamulcem dla wszystkich powyższych elementów. Szósty o chęci dorównania mistrzom, moim autorytetom, ponieważ tak bardzo mi zależy na słowach "jestem z ciebie dumny". W końcu siódmy o sprzeczności, która wynika z pragnienia otoczenia się wszelką miłością i ciepłem oraz z chęci pozostania niezależną, silną kobietą, która nie pozwoli nikomu się zranić i nie pozwoli nikomu ingerować w jakikolwiek sposób w jej życie.
   Podobno siedem to szczęśliwa liczba, więc na tym poprzestanę, pamiętam jednak o wszystkich tych ułamkach z wielkimi mianownikami między każdym z rozdziałów głównych.

2. TY
   Zaburzasz cały porządek, pokazujesz, jak łatwo jest wejść do mojego serca (bez pukania, przecież nie trzeba) i rozsiadasz się w nim, jak w miękkim fotelu z kieliszkiem wina w ręku. Ja daję Ci na to przyzwolenie z błogim uśmiechem na twarzy, ponieważ zapalasz przy okazji waniliową świeczkę o rozgrzewającym je całe płomyku. Tak dzieje się za każdym razem, gdy się zbliżasz, a przecież tym razem miałam być twarda. Lepsza, silniejsza, niezależna, może nawet nieco oziębła, krytyczna i KONSEKWENTNA. Przekonujesz mnie, że nie potrafię i układasz się jeszcze wygodniej.

3. MY
   "-Proszę Cię, Co ja bym zrobiła bez Ciebie?
Odeszła bez słowa. Chciałam ją objąć, pocieszać, ale zbyt dobrze wiedziałam, że zatrzasnęła drzwi swojej prywatności (...) W najlepszym razie mogę mieć nadzieję na czułość, pozorną uległość. Pod tą powierzchnią dzikość pozostaje, czysta, barbarzyńska, nieznana."

4. WSPOMNIENIA
   Zastanawiałam się dziś nad wieloma sprawami. Nasunął mi się na myśl jeden wniosek: nie oglądać się za siebie, patrzeć w przyszłość, kiedyś już o tym myślałam, ale nie potrafiłam. Nic nowego- wiem. Jednak życie płynie i należy w końcu zdać sobie z tego sprawę. Wspominam, łzy cisną się do oczu. Niektóre są objawem smutku i żałoby po tym, czego już nie ma. Niektóre zaś są obrazem wzruszenia i chęci zatrzymania tych fotografii w głowie jak najdłużej. Przeczę sama sobie, powinnam napisać sobie na ścianie ten fragment, który tkwi w mojej głowie od dawna. "SPALONE MOSTY TO NAJLEPSZY W ŻYCIU ZNAK". Słuchałam tego co wieczór gdy zasypiałam, byłam mała, skąd mogłam wiedzieć, że to najprawdziwsza prawda, jeden z najważniejszych przekazów, jakie kiedykolwiek w życiu do mnie dotrą? Co wieczór nucę pod nosem kawałki sprzed lat, melodie, które utkwiły mi w pamięci na dobre. Rano zwykle mam problemy ze wstawaniem. :)

Nie miałam pojęcia o istnieniu tego zdjęcia i popłakałam się, gdy je dziś zobaczyłam. Pamiętam ten dzień doskonale, było tak miło i tak ciepło, niby nic, lecz jest to jeden z tych momentów, które nigdy się już nie powtórzą i tego jest mi żal najbardziej. Jak to było? Mineralogia i krystalografia podczas fotogrametrii na Wyspie Słodowej :) 
I znowu nasuwa się wniosek: PATRZEĆ PRZED SIEBIE, NICZEGO NIE ŻAŁOWAĆ, UŚMIECHAĆ SIĘ DO WSPOMNIEŃ, ZAMIAST PO NICH PŁAKAĆ.

"WRÓCIMY TU JESZCZE"

czwartek, 19 stycznia 2012

"(...) Miałam ochotę podejść, z całej siły tupnąć nogą i powiedzieć te kilka zdań. Bo jeśli myślisz, że jestem głupia, płytka i że NIE MAM W SOBIE NIC, KOMPLETNIE NIC WE MNIE NIE MA, to powinieneś wiedzieć: do południa uczę się miłości. Później przez trzy godziny uczę się życia. Wieczory spędzam tańcząc walca i sambę, lub gram na gitarze. W soboty czytam książki, w niedzielne przedpołudnia poznaję sztukę i cieszę się rodziną. Nocami zwykle piszę scenariusze, o których nawet ci się nie przyśni. Słowem, jestem najbardziej zajebistą osobą, której w życiu nigdy nie będzie ci dane poznać. Później uśmiechnąć się, odwrócić o sto osiemdziesiąt stopni, odejść i zapomnieć o twoim marnym istnieniu, człowieku, który nawet nigdy nie zamienił ze mną słowa. Frajerze."

Popołudnia nadal są dość ponure, ostatnio nawet deszczowe, a ja czuję, że moja osobowość znów kwitnie, charakter słodko się zaokrągla, nowe ambicje kiełkują i nawet oczy jakby mocniej błyszczą. Dziwna uciecha, wzięta znikąd, cudna zmiana nastawienia, kurz z moich ust zdmuchnięty ciepłym powiewem, który mógł mi się jedynie przyśnić, głupia radość na widok szerokiego uśmiechu i cukierki. Polubiłam galaretki :)

hej, to my

niedziela, 15 stycznia 2012

styczeń

Dziś przybyło nieco mrozu, nie na tyle na szczęście, aby można było się poślizgnąć na zamarzniętej kałuży. Chrup, chrup, zabawa ta niezmiennie od lat cieszy małą Madzię, zastanawiam się, czy ma to jakieś głębsze znaczenie. Teraz trzeba ustabilizować parę spraw, zdać sobie sprawę, że nie wszystko rozgrywa się między białym i czarnym, o niektórych rzeczach po prostu NIE MYŚLEĆ i poczekać, aż rozwiążą się same.

Słucham blond piękności i z niecierpliwieniem czekam na ósmego marca.
Wiosna będzie piękna, zupełnie inna od poprzedniej, już teraz czuć, że powietrze jakieś jest lżejsze, mimo iż dość szybko jeszcze dzień ucieka, by ustąpić miejsce nocy. Zapalę cztery świeczki, po dwie dla każdego i zaczekam na następny, kolejny i tak do końca świata nawet.


SNY OBIECUJĄ NAM ZBYT WIELE
Choć niektóre bez litości pokazują nasze lęki
nie sądziłam, że jest to tak oczywiste-
próbowałam sama przed sobą to ukryć.
Jednak muszę nabrać zdecydowanie
więcej cierpliwości w swoje kieszenie
i gdy się zapomnę, zanurzyć w nie dłonie,
przypomnieć sobie sen z nocy 13-14 stycznia 2012,
zacisnąć zęby i dalej jedynie
uśmiechać się nieco nieśmiało.



czwartek, 12 stycznia 2012

12 01 2012

ładna data

Myślę sobie że ta zima kiedyś musi minąć
Zazieleni się urośnie kilka drzew
niedojedzony chleb w ustach zdąży się rozpłynąć
A NIEDOPITY RUM ROZGRZEJE JESZCZE KREW

Brak chęci do czegokolwiek (łącznie z trywialną czynnością zwaną życiem po prostu) paraliżuje, najchętniej zostałabym przez kilka dni pod moim biało-czarnym kocem i nie wychodziła ani na chwilę. Problem w tym, kto wtedy poda mi herbatę?! Jest mi tak strasznie smutno, żałośnie i w ogóle fuj.