"(...) Miałam ochotę podejść, z całej siły tupnąć nogą i powiedzieć te kilka zdań. Bo jeśli myślisz, że jestem głupia, płytka i że NIE MAM W SOBIE NIC, KOMPLETNIE NIC WE MNIE NIE MA, to powinieneś wiedzieć: do południa uczę się miłości. Później przez trzy godziny uczę się życia. Wieczory spędzam tańcząc walca i sambę, lub gram na gitarze. W soboty czytam książki, w niedzielne przedpołudnia poznaję sztukę i cieszę się rodziną. Nocami zwykle piszę scenariusze, o których nawet ci się nie przyśni. Słowem, jestem najbardziej zajebistą osobą, której w życiu nigdy nie będzie ci dane poznać. Później uśmiechnąć się, odwrócić o sto osiemdziesiąt stopni, odejść i zapomnieć o twoim marnym istnieniu, człowieku, który nawet nigdy nie zamienił ze mną słowa. Frajerze."
Popołudnia nadal są dość ponure, ostatnio nawet deszczowe, a ja czuję, że moja osobowość znów kwitnie, charakter słodko się zaokrągla, nowe ambicje kiełkują i nawet oczy jakby mocniej błyszczą. Dziwna uciecha, wzięta znikąd, cudna zmiana nastawienia, kurz z moich ust zdmuchnięty ciepłym powiewem, który mógł mi się jedynie przyśnić, głupia radość na widok szerokiego uśmiechu i cukierki. Polubiłam galaretki :)
hej, to my
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz