Świat wskoczył na odpowiednią drogę, jadąc pociągiem, idąc parkiem lub leżąc w łóżku ze słuchawkami na uszach płaczę jak durna. Bo świeci słońce w oczy, bo nie sprawia mi problemu wstawanie o 4:30, bo nie chce mi się wracać rankiem do własnego łóżka... po winie. Biegać, skakać, pracować, tańczyć, bawić się, w końcu rozumiem po co była zima. Pod prysznicem malinowym kręcę się w kółko, wiruje mi w głowie, znowu się śmieję. Czekoladki w pudełku czekają na swoją kolej, w końcu przyjdzie i ich czas. W końcu odżyłam na prawdę.
Do wczoraj mój uśmiech był zwykły, a śmiech cichy. A teraz, patrząc w lustro nie poznaję tej osoby za szkłem. Nie poznaję, jednocześnie będąc zafascynowaną i w niej zakochaną. Chcę, żeby została na zawsze.
CANT WAIT
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz