Nie chciałam wcale tego wiedzieć, wolałam, gdy było jedynie echo. Właściwie echo to zbyt wiele powiedziane. Jednak tak było lepiej, wygodniej. A teraz znów myślę, słucham tej muzyki, przy której kiedyś zasypiałam tak ciepło i słodko i twoja. Zastanawiam się, dlaczego tak słono płacę za to, że potrafię kochać. Nic nie przychodzi mi do głowy. Bo było zbyt idealnie. Po prostu. Sny nie pozwalają odpocząć, budzę się każdej nocy, przeżywam to, co się dzieje w mojej głowie i w moim sercu. A przecież dzieje się nic. PUSTE KALORIE.
Krótka przerwa na głęboki łyk wermutu i kilka łez, w ten sposób Magdalena dziś rozkoszuje się samotnością. Jutro obudzę się znów nieprzytomna, ale co tam, przecież kiedy? Nie mam czasu na rozpamiętywanie. Organizm mnie oszukuje, ja oszukuję jego, wszystko gra i buczy.
Przekonujemy się z dnia na dzień coraz wyraźniej, że krateru jednorazówką nie wypełnisz. Nie masz szans.
Kilka pospiesznych wdechów nie zastąpi ciepła ramion- kiedy w końcu ulegniemy tej prawdzie, kiedy przestaniemy popełniać te same błędy, kiedy przyjmiemy do wiadomości, że nie warto? Zapewne wtedy, gdy będzie już za późno. A właściwie to nie. Za późno było wczoraj, a przecież dziś nasze biedne, głupie serduszka skurwiły się po raz setny. Chyba czas iść spać, przed zamknięciem oczu pomyśleć o kilku stokrotkach, uśmiechnąć się nieszczerze. Przestać bredzić i pozwolić serduszkom wypocząć, zanim znów będą gotowe, aby po raz kolejny pozwolić się sfrajerować byle skurwysynowi (który zapewne w efekcie okaże się tchórzem, jak zwykle).
HEART
SKIPPED
A
BEAT