wtorek, 25 września 2012

calm quiet

To miejsce, ten czas.
Nie widzę przeciwwskazań.
Miło, bardzo miło.
Przepraszam, my się znamy?
Ktoś o tobie myśli.
I co teraz?
Happy sad
Zatańczysz?
Uwielbiam, kiedy to robisz!
Ktoś chce, żebyś był.
No nareszcie!
To jest to, co lubię najbardziej.
Kochaj życie.
Tylko dla twych ust.
Obejmij mnie!
Gdzie mnie znalazłeś?
Dzisiaj jest twój dobry dzień.
Wyluzuj!
Daj mi szansę.
Ktoś chce być z tobą.
Jestem z tobą.
Porwij mnie!
Widzę to w twoich oczach.
LIFE GOES ON.


kolejność przypadkowa

Niepotrzebny chaos wdziera się w życie, gdy czuję za mocno. Umysł odpływa, słowa stają się zbędne, jak w dobrze brzmiącej piosence. Temat na okładkę. Po co to wszystko, skoro mój system tak czy siak, prędzej czy później uruchomi tak znany mi mechanizm obronny?... Potrzebne do prawidłowego funkcjonowania małego serduszka panny Ch. śrubeczki... gdzie się pogubiły? Zbyt często zmieniam częstotliwość. Stabilizator potrzebny od zaraz, bo czuję, że powoli łapię odpowiednie fale. Mała śrubka, zanim znów wpadnę w pole zakłóceń.

Nie mogąc przewidzieć zdarzeń i uczuć z nimi związanych, boję się kolejnych dni. Codziennie rani maluję uśmiech, w obawie przed prawdą. Na ogól wesoła, z pozoru pogodna. Pod kilkoma warstwami schowało się, próbując ukryć własne istnienie przed wzrokiem tych oczu.

Brak gotowości do wyjścia
na światło dzienne
chowam istnienie uczuć
pod grubym kocem,
mieszanką
obojętności i kaszmiru.

Są takie dni u schyłku lata, kiedy czuć już delikatny powiew powietrza o zapachu wilgotnych liści lub palonych gałęzi. Wszystko wydaje się wtedy pozornie stateczne, ustabilizowane i spokojne. Wieczorem otwieram okno, chcąc oddychać moją porą roku, czuję w powietrzu po zmierzchu obietnicę lepszego jutra.

Cisza przed burzą.