sobota, 29 grudnia 2012

truth

Prawda jest straszna. Najbardziej kilka dni po momencie, gdy do nas trafia na dobre. Ale wierząc mocno w Karmę, trzymam za siebie kciuki.

Now dissolve me
Two tabs on your tongue


:)

wtorek, 25 grudnia 2012

enough

"Rok temu postanowiłam sobie, że już nigdy nie będę dla nikogo lalką na półce. Przyszedł odpowiedni moment (lepiej późno, niż wcale...), żeby to sobie udowodnić."
-to napisałam dziś rano.  Zbliżająca się Msza w kościele nie pozwoliła mi napisać dalszej części moich entuzjastycznych rozmyślań. Dalsza część miała między innymi zawierać jedną z najczęściej słyszanych ostatnio przeze mnie nutek:

"...If you're leaving town
I want to be the last one to know,
Leave it underground,
I won't try to reach you before you go.
(...)
You can keep your answers to yourself now."
(Springtime Carnivore)

Niestety rodzinna interwencja rozłożyła mnie na łopatki, wiedząc co-nieco o moich ostatnich strapieniach, pokroiła moje serduszko i rozłożyła na pięknej piętrowej paterze, gdzieś między karpiem, ćwikłą i sernikiem.
Wszystkie moje ambitne plany uwolnienia się od dręczących myśli wzięły w łeb, cholera jasna.

Więc teraz, coby tradycji stało się zadość, zmywam makijaż bez użycia wacików za trzysta dolarów i pochłaniam moje drugie z kolei ulubione czekoladki, Ferrero Rocher.
Merry Alleluja, czy coś
Joł

wzdrygam się na każdy dźwięk wydawany przez moją komórkę,
chyba się zaraz porzygam  niepewnością

sobota, 15 grudnia 2012

foam/froth

Gorąca woda, wypełniająca w 3/4 wielką wannę w oświetlonej świecami jedynie łazience, unoszący się w powietrzu aromat 'spicy vanilla' i ja- w 80% zakryta pachnącą, cudowną pianą. Do tego słodko czilujące dźwięki z głośnika kilka metrów dalej... Dokładnie tego było mi trzeba.


Dzisiejszy dzień zdecydowanie na plus. Wyspana, wywietrzona, nauczona o kilku ciężkich sprawach i incydentach z historii USA, było rodzinne ciasto i wino babcinej roboty. Co prawda smakowało prawie jak nalewka winogronowa, ale nie mogę narzekać- tak strasznie lubię słodkości! (czy wspomniałam już, że większość mojego pożywienia stanowiły dziś ukochane Rafaello? *.*)

Zdjęcia posegregowana, com się napłakała, to moje. Głównie ze wzruszenia na szczęście... głównie.

A na dodatek... MEG IN BLACK IS BACK! Czyli powrót do koloru włosów sprzed roku zaliczony.

Chyba pora na spanie
Dobranoc

this world is gonna burn, burn, burn, burn
as long as we're going down
baby, you should stick around...
Ciepły dom, powolne przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia, małe przytulenia, okrzyki bawiącej się młodszej siostry- tak bardzo za tym tęsknię na co dzień. Przywłaszczyła sobie dziś misia, którego dostałam od Św.Mikołaja dobrych parę lat temu. Najsłodszy złodziejaszek pod Słońcem :)

Równe 500 zdjęć odebranych wczoraj po wywołaniu w laboratorium zapewniło mi masę kolorowych wspominek wczorajszego wieczoru. Na dzisiejszy moje jedyne marzenie to gorąca herbata przy trzaskającym w kominku wesoło ogniu.

you're just to good to be true
I can't take my eyes of you
mam aż jedno Twoje zdjęcie przecież, to wystarczy
dawno temu

piątek, 14 grudnia 2012

...and dissolve completely

"Hold me in your arms, watch the world around us fading to the dark and dissolve completely. Embrace my with your heart, my love, as my lips start shaking. Lie inside my skin, all my blood is pouring. All I need from you is love. A light will shine through me with love, I'll always be in love with you. And all I need from you is love, My eyes will always see it's love. Just hold me down, my love, let it last forever. And wisper words of love, I love you more than you'll ever know."


Po jednym z najcudowniejszych koncertów, których miałam okazję być świadkiem, przeżywam emocjonalną delirkę. Oficjalnie przyznaję się, że nadszedł ten dzień- ja, koc, gorąca herbata, piżama, zero chęci do zrobienia czegokolwiek poza leżeniem i słuchaniem. Jednocześnie zachwycona i lekko załamana, bo pozory potrafią mylić. Jeśli jeszcze dorzucić do tego fakt, że nie potrafię ostatnio odróżnić pozorów od prawdy- otrzymujemy obraz poziomu ogarnięcia Panny M. w pełnej krasie!

Selah, rewelacyjna!
DZIĘ-KU-JĘ <3

niedziela, 9 grudnia 2012

no propriate behaviour possible

Zdarzają się chwile, które wprawiają nas w zupełne osłupienie i powodują szok. Mimo że spodziewaliśmy się takiego obrotu wydarzeń, gdzieś w środku mieliśmy przeczucie, że właśnie tak się stanie, to jednak nie byliśmy w stu procentach świadomi zbliżającego się wybuchu. Zwłaszcza, jeśli partycypują w tym osoby tak nam bliskie... jak się z początku wydawało. Uczucie o tyle nieciekawe, o ile bliższa wydawała nam się być ta wataha. I gdy choć jedna osoba przybiera zwrot o 180* inny od wcześniejszego... Gdy nagle stajemy się bardziej obcy niż kiedykolwiek. Bynajmniej z naszego własnego wyboru. Pozornie.
Życie zaskakuje- bez dwóch zdań.

Czemu w ogóle myślałam o odstawieniu zielonej herbaty na bok? Po co było zastanawiać się: a może czarna, a może owocowa...? PO CO?
Zrezygnowałabym teraz z każdej innej na rzecz zielonej. Najlepsza i najzdrowsza przecież.

Kolejny przypadek, kiedy mam ochotę uderzyć się w głowę ścianą. Krzyknąć: co ty masz, do cholery, w głowie dziewczyno?! Prawdą jest, że doceniamy coś dopiero, gdy to stracimy. Ta zasada nigdy nie straci na znaczeniu.
Czy faktycznie odgrywa tutaj pierwszoplanową rolę mój mechanizm obronny? Bo jeśli to prawda, to powinnam go porzucić raz na zawsze. Wyjąć baterie, rozmontować w najgorszym wypadku na części pierwsze. Tylko cholera wie, co się wtedy ze mną stanie. Dlatego tak strasznie się boję. Ale jeśli obiecasz, że mnie obronisz... z marszu, bez kolejki dostaniesz pozwolenie na rozebranie go... "tu i teraz". Przecież jesteś w tym najlepszy.

Bo jeśli nie chodzi o mechanizm obronny, to ewentualnie o chory umysł. Ale w tym wypadku wszyscy jesteśmy psychicznie chorzy, wnioskując po zachowaniu poszczególnych osobników... i wszystkich razem wziętych. Ze mną na czele.

I'll never cheat
I'll be the best girl you'll ever meet
And for a diamond ring
I'll do these kinds of things
(...)
Bake you apple pies
I don't ask why
Try not to cry
(...)
I'LL ALWAYS BE BY YOUR SIDE
EVEN WHEN YOU'RE DOWN AND OUT.



sobota, 8 grudnia 2012

out of mems

Jestem z siebie troszeczkę dumna. Po skatowaniu się herbatą o smaku pieczonego jabłka z miodem, jednoznacznie kojarzącą się muzyką i całą masą ckliwych smsów, które siedziały w pamięci obu moich telefonów, śmiało stwierdziłam "adios, dręczące wspomnienia: usuń- cały wątek- ok". Herbata wypita, natomiast marzenia jeszcze przez chwilę zostają w mojej głowie, nie wypuszczam ich na razie, a nóż...

Zbieram pranie, czego tak strasznie nie lubię. Zrobię porządek, może to pomoże mi lepiej spać. Wykąpię się w wanilii i lawendzie, może to uchroni mnie przed tymi chorymi snami, które mnie ostatnio nawiedzają.
pamiętam, wtedy wlewając w siebie pyszne
toffee nut
wylałam wszystko inne
było przemiło

czwartek, 6 grudnia 2012

detox

Bywa, że zależy nam za bardzo. Czasem zupełnie niepotrzebnie. Bywa, że jedna malutka łezka przepełnia dzban, ten pęka i rozpryskuje się na miliony kawałeczków. Tyle, że tu- inaczej, jak z lustrem- doznajemy nie siedmiu lat nieszczęścia, a ulgi, wolności umysłu. Rozjaśnia nam się światopogląd, a i poczucie własnej wartości przestaje być mętne.

Dziś nie stchórzyłam, tak jak zwykle to bywa. Niby nic, mała rzecz, a cieszy. Może moim postanowieniem noworocznym będzie powiększenie puli odwagi na dobre? Phi, co to takiego. Śnieg pada, pada śnieg.


To przykre widzieć, jak ludzie szybko rezygnują. Z planów, z ambicji, zamierzeń, realizacji postanowień, a przede wszystkim z innych ludzi. Nie, nie wyznaję zasady "nie ten, to następny". Nigdy nie będę. Drugi człowiek znaczy dla mnie zdecydowanie za dużo, żeby moje sumienie pozwoliło mi wyznawać taki pogląd. Zwykle nawet znaczy dla mnie więcej, niż ja sama. Zaczynam rozumieć, że to wcale nie jest dobra cecha, próbuję docenić siebie samą, spojrzeć z boku, ukochać nieco mocniej. Może warto byłoby też zacząć szanować swój czas. Muszę o tym pomyśleć, ale dziś już jest za późno. Dziś byłam wymownie cicha i spokojna. Chyba szykuje się okres wegetacji. Oby zbliżające się wydarzenia nie pozwoliły mnie przyćmić szarości...

już nie zawsze tak bezpiecznie, jak kiedyś