Po jednym z najcudowniejszych koncertów, których miałam okazję być świadkiem, przeżywam emocjonalną delirkę. Oficjalnie przyznaję się, że nadszedł ten dzień- ja, koc, gorąca herbata, piżama, zero chęci do zrobienia czegokolwiek poza leżeniem i słuchaniem. Jednocześnie zachwycona i lekko załamana, bo pozory potrafią mylić. Jeśli jeszcze dorzucić do tego fakt, że nie potrafię ostatnio odróżnić pozorów od prawdy- otrzymujemy obraz poziomu ogarnięcia Panny M. w pełnej krasie!
Selah, rewelacyjna!
DZIĘ-KU-JĘ <3

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz