czwartek, 6 grudnia 2012

detox

Bywa, że zależy nam za bardzo. Czasem zupełnie niepotrzebnie. Bywa, że jedna malutka łezka przepełnia dzban, ten pęka i rozpryskuje się na miliony kawałeczków. Tyle, że tu- inaczej, jak z lustrem- doznajemy nie siedmiu lat nieszczęścia, a ulgi, wolności umysłu. Rozjaśnia nam się światopogląd, a i poczucie własnej wartości przestaje być mętne.

Dziś nie stchórzyłam, tak jak zwykle to bywa. Niby nic, mała rzecz, a cieszy. Może moim postanowieniem noworocznym będzie powiększenie puli odwagi na dobre? Phi, co to takiego. Śnieg pada, pada śnieg.


To przykre widzieć, jak ludzie szybko rezygnują. Z planów, z ambicji, zamierzeń, realizacji postanowień, a przede wszystkim z innych ludzi. Nie, nie wyznaję zasady "nie ten, to następny". Nigdy nie będę. Drugi człowiek znaczy dla mnie zdecydowanie za dużo, żeby moje sumienie pozwoliło mi wyznawać taki pogląd. Zwykle nawet znaczy dla mnie więcej, niż ja sama. Zaczynam rozumieć, że to wcale nie jest dobra cecha, próbuję docenić siebie samą, spojrzeć z boku, ukochać nieco mocniej. Może warto byłoby też zacząć szanować swój czas. Muszę o tym pomyśleć, ale dziś już jest za późno. Dziś byłam wymownie cicha i spokojna. Chyba szykuje się okres wegetacji. Oby zbliżające się wydarzenia nie pozwoliły mnie przyćmić szarości...

już nie zawsze tak bezpiecznie, jak kiedyś

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz