sobota, 15 grudnia 2012

foam/froth

Gorąca woda, wypełniająca w 3/4 wielką wannę w oświetlonej świecami jedynie łazience, unoszący się w powietrzu aromat 'spicy vanilla' i ja- w 80% zakryta pachnącą, cudowną pianą. Do tego słodko czilujące dźwięki z głośnika kilka metrów dalej... Dokładnie tego było mi trzeba.


Dzisiejszy dzień zdecydowanie na plus. Wyspana, wywietrzona, nauczona o kilku ciężkich sprawach i incydentach z historii USA, było rodzinne ciasto i wino babcinej roboty. Co prawda smakowało prawie jak nalewka winogronowa, ale nie mogę narzekać- tak strasznie lubię słodkości! (czy wspomniałam już, że większość mojego pożywienia stanowiły dziś ukochane Rafaello? *.*)

Zdjęcia posegregowana, com się napłakała, to moje. Głównie ze wzruszenia na szczęście... głównie.

A na dodatek... MEG IN BLACK IS BACK! Czyli powrót do koloru włosów sprzed roku zaliczony.

Chyba pora na spanie
Dobranoc

this world is gonna burn, burn, burn, burn
as long as we're going down
baby, you should stick around...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz