Zdarzają się chwile, które wprawiają nas w zupełne osłupienie i powodują szok. Mimo że spodziewaliśmy się takiego obrotu wydarzeń, gdzieś w środku mieliśmy przeczucie, że właśnie tak się stanie, to jednak nie byliśmy w stu procentach świadomi zbliżającego się wybuchu. Zwłaszcza, jeśli partycypują w tym osoby tak nam bliskie... jak się z początku wydawało. Uczucie o tyle nieciekawe, o ile bliższa wydawała nam się być ta wataha. I gdy choć jedna osoba przybiera zwrot o 180* inny od wcześniejszego... Gdy nagle stajemy się bardziej obcy niż kiedykolwiek. Bynajmniej z naszego własnego wyboru. Pozornie.
Życie zaskakuje- bez dwóch zdań.
Czemu w ogóle myślałam o odstawieniu zielonej herbaty na bok? Po co było zastanawiać się: a może czarna, a może owocowa...? PO CO?
Zrezygnowałabym teraz z każdej innej na rzecz zielonej. Najlepsza i najzdrowsza przecież.
Kolejny przypadek, kiedy mam ochotę uderzyć się w głowę ścianą. Krzyknąć: co ty masz, do cholery, w głowie dziewczyno?! Prawdą jest, że doceniamy coś dopiero, gdy to stracimy. Ta zasada nigdy nie straci na znaczeniu.
Czy faktycznie odgrywa tutaj pierwszoplanową rolę mój mechanizm obronny? Bo jeśli to prawda, to powinnam go porzucić raz na zawsze. Wyjąć baterie, rozmontować w najgorszym wypadku na części pierwsze. Tylko cholera wie, co się wtedy ze mną stanie. Dlatego tak strasznie się boję. Ale jeśli obiecasz, że mnie obronisz... z marszu, bez kolejki dostaniesz pozwolenie na rozebranie go... "tu i teraz". Przecież jesteś w tym najlepszy.
Bo jeśli nie chodzi o mechanizm obronny, to ewentualnie o chory umysł. Ale w tym wypadku wszyscy jesteśmy psychicznie chorzy, wnioskując po zachowaniu poszczególnych osobników... i wszystkich razem wziętych. Ze mną na czele.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz