wtorek, 19 lutego 2013

GOF

I was thinking. Yupp, sounds weird, but sorry- true. So, I was thinking about our existence and had amazing conclusions, that are maybe too bold -you may say- for me. That's why I won't tell you.


Czego się nauczyłam? Że ludzie mniej/więcej co minutę popełniają podstawowy błąd atrybucji, nie zwracając uwagi na myśli, odczucia i przeżycia innych. Że nie do końca potrafię rozróżnić, czy jestem cholerykiem, czy sangwinikiem, oraz że motywacja jest najsilniejsza, czy człowiek widzi 50% szans na sukces.
Potańczyłam, hit petarda, czas wrócić do normalnego życia, he, he.

"-Ciekawe, jak to jest być normalnym... - zastanawiała się Mary.
-Wiesz, chyba wcale nie chcę wiedzieć. To musi być strasznie nudne: być normalnym. - odpowiedziała Meg."
-czyli Małe Księżniczki w przekładzie dla dorosłych


I'm not the kind of girl, that guys give greedy looks, while going down the street.
I'm the kind of girl, that men fall in love with.


środa, 13 lutego 2013

cfffffffffffffffffffff

Jeśli prawdą nazwiemy kartezjuszowską myśl "Cogito ergo sum", to dlaczego mam wrażenie, że im więcej myślę, tym mniej jestem...?

Odziedziczyłam po mamie jedną śmieszną cechę. Magazynuję. Chomikuję wszystko, co tylko można z myślą "może kiedyś się przyda". Nie lubię wyrzucać. Zbieram. Zwłaszcza przeżycia. Myśli, wspomnienia, które czasem tak bardzo bolą. Mówisz: nie tęsknisz za kimś- tęsknisz za emocjami, które towarzyszyły waszej chwili. Ja wiem, że to po części prawda, że może powinnam wyzbyć się z głowy tych stron obrazu przeszłości.... Jednak wbrew pozorom nie jest to wcale takie łatwe. Można na chwilę odstawić, schować, zamknąć w szafie, lub w pudełku z pamiątkami, ale przyjdzie taka chwila, że mimowolnie sięgnę po te chwile, odświeżę, lunatykując przypomnę sobie wszystko, co z jednej strony daje chwilowe poczucie szczęścia, a z drugiej- przywołuje uczucia, które nie zawsze są tak przyjemne, jakbyśmy chcieli. Obudzę się nagle, stwierdzając: wiem, że nic nie wiem, zaakceptuję to na chwilę, ponownie schowam do szuflady...


Najmniej wygodne, co może nam się przytrafić, to natłok obowiązków w chwili kompletnej dezorganizacji własnego życia wewnętrznego. Kiedy nie wiesz, jak się nazywasz (i nie, nie chodzi mi tu o imię i nazwisko), nie wiesz, skąd pochodzisz (nie mam na myśli miasta) i dokąd zmierzasz. W chwili obecnej nie wiesz, w co ręce włożyć. Niektórzy obawiają się, że jeśli wybierzesz jako pierwszą do załatwienia sprawę mniej ważną, to ta ważniejsza obrazi się i na ciebie i na tę drugą, mniej ważną i wtedy to już będzie totalnie przekichane. A tam- będzie, nie będzie. Jak już i tak brodzimy po kolana w gównie, to co za różnica- te parę centymetrów... W dół.

Piję lekko już przestygniętą kawę i marzę, żeby móc przespać ten szalony czas. Sesja sesją, byłoby całkiem nieźle (podejrzewam), gdyby nie fakt mojego zupełnego braku konsekwencji i chociażby umiejętności dotrzymywania danego sobie słowa. Przeszukuję Internety w poszukiwaniu melodii podobnych do mojego ukochanego Springtime Carnivore, tak cię tu mało, a tak chcę cię chłonąć. Zdrzemnę się, może przyśni mi się piękna plaża, gdzie Arystoteles gawędzi z Protagorasem, a długowłosy Sokrates pali fajkę pokoju z grupką sofistów, ubranych w szmatki w stylu boho i obwieszonych sztuczną biżuterią z jarmarku.

Jakby popatrzeć na to ze strony praktycznej, powinno mnie chociaż trochę jarać całe to filozoficzne łajno. Biorąc pod uwagę moją chęć pozostania hipiską, gdy już dorosnę i będę mogła sobie z pełną odpowiedzialnością wstrzykiwać w żyły truskawkową oranżadę, poglądy na temat bliskości człowieka i natury nie powinny mi być obce już teraz.

będziemy tam nago biegali po łąkach
okryją nas drzewa
GDY ZAJDĄ WSZYSTKIE SŁOŃCA


utnę sobie drzemkę nieco mniej słodką niż kawa z Bema Cafe
jeśli uda mi się wstać, poedukuję się troszkę
poczytam o prekursorach życia w harmonii,
w akordeonie, czy coś